poniedziałek, 11 grudnia 2017

4

                                                                  Nadia
Od kilku dni znów wszystko toczy się jak w bajce, ale ja jakoś nie mogę się przemóc żeby zadzwonić do Elizy, wydaje mi się że od razu wyczuje że coś się stało, że coś jest nie tak.Wolę milczeć , mimo tego że tak bardzo mi jej brakuje.Ignoruję jej wiadomości , nawet nie odpisując.Ciągle nie mam pojęcia co jej powiedzieć, chyba po prostu wstydzę się tego, że to ona miała rację , a ja posądzałam ją o zazdrość.
Siedzę na skoczni wpatrując się w pusty zeskok, gdy Stephan siada przy mnie i obdarza mnie swoim uśmiechem.
-Dawno Cię tutaj nie było-rzuca , a ja wybucham śmiechem.
-Jestem tutaj codziennie, po prostu lubię być tutaj sama i staram się przychodzić gdy nikogo nie ma.
-No jak możesz?A ja ciągle  Cię tutaj szukam-udaje oburzonego, ale widzę jak śmieją mu się oczy.
-Przepraszam że Cię zawiodłam-uśmiecham się, ale już po chwili uśmiech znika mi z twarzy gdy widzę jak mój sąsiad wpatruje się w nas z boku, podnoszę się szybko i zakładam słuchawki-muszę lecieć.
-Już?-w jego głosie słyszę rozczarowanie.
-Twój kolega na Ciebie czeka-wskazuję tylko głową w kierunku bruneta.
-Richard-macha na niego Stephan i zwraca się do mnie-pewno się już poznaliście, w końcu mieszkacie koło siebie.
-Niestety -prycham tylko i znikam im szybko z oczu.Gdy podchodzę pod dom ze zdziwieniem stwierdzam że samochód Matthiasa stoi na podjeździe, nie przypominam sobie kiedy ostatnio był tak wcześnie w domu.
-Gdzie byłaś?-spogląda na mnie mrużąc oczy.
-Pobiegać-nie mam pojęcia dlaczego nigdy mu nie powiedziałam o moich wyprawach na skocznie,chyba po prostu chciałam żeby to miejsce było tylko moje.Nie chciałam dzielić się nim z nikim, nawet z nim.
-Jedziemy na zakupy, chodź-ciągnie mnie za rękę w stronę samochodu.
-Na zakupy, teraz?
-Mam dla Ciebie pracę, musisz zacząć się inaczej ubierać.A nie ciągle trampki i spodenki, wyglądasz jak dzieciak.
-Nigdy Ci to nie przeszkadzało-patrzę na niego smutno.
-No i nie przeszkadza-przyciąga mnie do siebie, składając na moich ustach pocałunek-ale do nowej pracy potrzebujesz czegoś innego.

Nie podobają mi się te zakupy,nie podobają mi się ciuchy które tak naprawdę Matthias mi wybiera,kilka sukienek ledwo zakrywających mój tyłek, spódniczki o takiej samej długości,bluzki ledwo zakrywające mi piersi i do tego te buty.Nigdy nie miałam na nogach nic wyższego niż trampki,a te kilka butów które ładujemy do bagażnika samochodu przeraża mnie.Nie mam pojęcia jak włożę je na nogi , nie łamiąc się.
-Ubierz się i pomaluj-Matthias zwraca się do mnie tonem nie znoszącym sprzeciwu, a ja patrzę na niego w szoku.
-Teraz?
-Zaczynasz dzisiaj, mała-przyciąga mnie do siebie  ,a mnie nie podoba się jego ton.
Zamykam  się w pokoju , wciągając na siebie coś co rzekomo ma być sukienką, spoglądam na całą półkę nowych kosmetyków i delikatnie się maluję.Zejście po schodach w nowych butach sprawia mi najwięcej problemu,Matthias spogląda na mnie jak na lalkę z wystawy mierząc mnie od stóp do głowy.
-Wyglądasz cudownie-składa na moich ustach pocałunek nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Szkoda że tak się nie czuję.Matthias co ja mam w ogóle robić?Wyglądam jak dziwka.
-I tak masz wyglądać-rzuca śmiejąc się.
-Słucham?-podnoszę głos spoglądając na niego z przerażeniem.
-Myślisz że dlaczego Cię tu zabrałem?Uwierzyłaś w wielką miłość?Jesteś niezła to fakt, ale dzięki Twojej niewinnej buzi zarobię na Tobie jeszcze więcej.
-O czym Ty mówisz?-mam wrażenie że cały świat wali mi się na głowę.
-Oj mała , czas zacząć pracować na siebie.Dopóki będziesz grzeczna nie musisz z nimi sypiać,wystarczy że opróżnisz ich portfele.Z Twoją twarzą aniołka , to chyba nie powinno być zbyt trudne.
-Ty żartujesz?Powiedz że to jakiś głupi niesmaczny żart Matthias-krzyczę przełykając łzy.
-Tylko nie wyj mała.Zaraz cała się rozmażesz -przyciąga mnie do siebie , wsuwając mi rękę po sukienkę-uśmiechaj się słodko, bo  obok znów całe towarzystwo siedzi w ogrodzie.Nie chcesz chyba żeby ktoś pomyślał że dzieje Ci się coś złego?
-Matthias, proszę -próbuję jeszcze coś powiedzieć,ale nie daje mi dojść do słowa.Obejmuje mnie mocno w pasie i wychodzimy,podnoszę wzrok spoglądając na dom obok , mam wrażenie że całe towarzystwo ucichło wpatrując się we mnie.Spuszczam szybko głowę i posłusznie idę za Matthiasem do samochodu, modląc się w duchu żeby się obudzić z tego koszmarnego snu.



niedziela, 10 grudnia 2017

3

                                                                Nadia
Budzę się rano gdy do pokoju wpadają pierwsze promienie słońca,uśmiecham się do wpatrującego we mnie Matthiasa i postanawiam spytać o Elizę.
-Rozmawiałam wczoraj z Elizą.
-Jak codziennie-prycha  i przyciąga mnie do siebie, a ja mam wrażenie że drażni go jej temat.
-Możemy ją w końcu zaprosić?
-Za jakiś czas, dobrze?-rzuca tylko zrywając ze mnie koszulkę.
-Matthias , obiecałeś-odpycham jego ręce , ale nie pozwala mi na to-przestań, nie mam ochoty.
Mam wrażenie że mnie nie słucha, że nic do niego nie dociera,próbuję walczyć ale jedną ręką przytrzymuje moje ręce , a drugą uderza mnie w twarz, wdziera się we mnie brutalnie, nie zważając na moje protesty. Z rozciętej wargi spływa mi krew,z oczu spływają mi łzy.Nie mam pojęcia co się dzieje, co stało się z moim Matthiasem, gdy po wszystkim wychodzi z pokoju trzaskając drzwiami, zwijam się w kłębek , a moim ciałem wstrząsa szloch.
Wraca po pewnym czasie, staje w drzwiach z bukietem kwiatów i patrzy na mnie smutno.
-Przepraszam,nie wiem co we mnie wstąpiło-klęka przy łóżku i chwyta mnie za ręce-proszę wybacz mi.
Patrzę na niego , nie wiedząc co powiedzieć, tak bardzo chciałabym żeby mówił prawdę, ale znam to pamiętam takie sytuacje dość dobrze z rodzinnego domu , zanim mnie zabrali.Ojciec ciągle bił mamę, a potem przychodził, przepraszał i przez kilka dni było wszystko w porządku.Mimo tego zabieram kwiaty z jego rąk i próbuję delikatnie się uśmiechnąć.

I znów gdy tylko zamykają się za nim drzwi,wybiegam z domu w kierunku skoczni, pierwszy raz siadam na trybunach i nie dzwonię do Elizy, bo co niby miałabym jej powiedzieć, że miała rację , że mój książę z bajki , wcale nie jest księciem?
Skocznia znowu jest pusta, nikt nie trenuje , może to i dobrze, wolałabym żeby nikt nie oglądał dzisiaj mojej twarzy, rzadko się malowałam, nie miałam w domu nawet grama kosmetyków żeby zakryć czymkolwiek rozciętą wargę i ślad uderzenia.
-Daj mu spokój-męski głos rozlega się za moimi plecami,a ja podnoszę wzrok gdy ktoś siada obok mnie.
-Komu?-prycham tylko , spoglądając na mojego sąsiada,nie mając ochoty wdawać się w zbędne dyskusje.
-Stephanowi-spogląda na mnie , zbyt mocno przyglądając się mojej twarzy.
-Nic do niego nie mam , możesz sobie iść?-próbuję założyć słuchawki, ale nie odpuszcza i przytrzymuje moją rękę.
-Co Ci się stało?
-Nie Twój interes-warczę.
-Może i nie mój, ale widzę że coś jest nie tak-mam wrażenie że jego wzrok przepala mnie na wylot.
-Potknęłam się, wystarczy?-ze zdziwieniem stwierdzam że nadal trzyma moją rękę, wyrywam ją , zakładając słuchawki i idę w stronę wyciągu.
Wjeżdżam na górę , podziwiając krajobraz i zastanawiam się nad tym co wydarzyło się dzisiaj rano w naszym domu,może to naprawdę był tylko jednorazowy incydent, przecież to niemożliwe żeby Matthias był taki jak mój ojciec.On jest całkiem inny, dobry , opiekuńczy , spełnia każde moje życzenie, no może oprócz sprowadzenia tutaj Elizy.Nogi same niosą mnie przed siebie, na samą górę skoczni, przystaję na chwilę i bez zastanowienia siadam na belce startowej.Widok jaki ukazuje się moim oczom , zapiera dech w piersiach, spoglądam w dół i wydaje mi się że to jedyne miejsce w którym nie muszę się niczym martwić.
-Całkiem zwariowałaś?-brunet ze złością spogląda na mnie z boku-schodź natychmiast.
-Niby dlaczego?
-Nie możesz wchodzić wszędzie gdzie Ci się tylko podoba.
-A co ?Ty mi zabronisz?
-Nie wygłupiaj się to nie jest miejsce dla kogoś takiego jak Ty.
-Dla kogoś takiego jak ja?-warczę ze złością.
-Możesz sobie zrobić krzywdę, schodź-podaje mi rękę , ale nawet na niego nie spoglądam , schodzę sama i biegnę wzdłuż zbocza. Chciałabym uciec stąd jak najdalej od niego, od Matthiasa , od nich wszystkich,zaszyć się gdzieś gdzie nikt już by mnie nigdy nie znalazł. Zamiast tego kieruje swoje kroki z powrotem do domu, z nadzieją że poranna sytuacja już nigdy się nie powtórzy.


piątek, 8 grudnia 2017

2

                                                                   Nadia
Pierwsze tygodnie w nowym miejscu upływają jak w bajce, Matthias spełnia każdą moją zachciankę i obsypuje mnie prezentami.Niepokoi mnie jedynie fakt że często znika na całe dnie, a ja nadal nie mam pojęcia czym się zajmuję.Każde moje pytanie ucina ze śmiechem że nie powinnam sobie zaprzątać tym swojej ślicznej głowy.
Pierwsze problemy w naszym idealnym związku pojawiają w  lipcowy poranek, gdy próbuję mu uświadomić że zaczynam się trochę nudzić sama w tym wielkim domu i chciałabym w końcu pójść do pracy.
-Po jaką cholerę Ci praca?-rzuca ze złością w moim kierunku.
-Zrozum nie ma Cię całymi dniami,chciałabym mieć jakieś zajęcie-uśmiecham się chcąc załagodzić jego złość.
-Zajmij się po prostu sobą,odpoczywaj , ciesz się tym co masz-spogląda mi w oczy.
-Ale Matthias, chcę wyjść do ludzi.
-Dobrze-spogląda na mnie po chwili-sam Ci coś ogarnę , poczekaj jeszcze kilka dni.
Całuje mnie zachłannie,a ja przytulam go do siebie ciesząc się że tak łatwo mi poszło,nie mając w ogóle pojęcia jaką okrutną niespodziankę dla mnie szykuje.

Gdy tylko zamykają się za nim drzwi,szybko zakładam trampki , wciskam telefon do kieszeni i wychodzę przed furtkę.U naszego sąsiada znów przesiaduje grupa mężczyzn , widzę jak wszyscy zbierają się do wyjścia.Nadal nie wiem skąd kojarzę ich twarze,ale jestem pewna że już ich kiedyś widziałam.
Idę przed siebie wybierając numer Elizy i jak zwykle gdy z nią rozmawiam , zapominam o całym świecie.Tak bardzo za nią tęsknię, a Matthias jakoś dziwnie zawsze zmienia temat gdy tylko próbuję wspomnieć o jej przyjeździe do nas.
-Co teraz robisz?-słyszę jej wesoły głos i wybucham śmiechem.
-To co zwykle, prawie codziennie od kilku tygodni.
-Znowu siedzisz na skoczni?
-To miejsce mnie jakoś uspokaja Eliza , mogę zebrać myśli i w ogóle fajnie mi się tu z Tobą rozmawia.
-Powiedz lepiej że szukasz jakiegoś przystojnego skoczka.
-Kocham Matthiasa , pamiętaj o tym -śmieję się-poza tym odkąd tu przychodzę jeszcze żadnego nie spotkałam.
-Zawsze jest ten pierwszy raz-chichocze Eliza , a ja ze zdziwieniem stwierdzam że ma rację,widzę jak właśnie ktoś wybija się z progu i już po chwili odpina narty , ściąga kask i zmierza z powrotem w stronę wyciągu , a ja wpatruję się w niego z otwartymi ustami.
-Nie uwierzysz Eliza, już wiem skąd znam mojego sąsiada i jego kumpli-mówię, patrząc na skok kolejnego -to ekipa niemieckich skoczków.
-Żartujesz chyba?
-Nie-śmieję się-właśnie jestem świadkiem ich treningu.
-No to teraz jeszcze bardziej chcę do Ciebie przyjechać.
-Pogadam z Matthiasem , obiecuję, strasznie się za Tobą stęskniłam.Zadzwonię jutro-rzucam jeszcze do telefonu i wyłączam się.Kolejny z zawodników schodzi ze skoczni ,a ja ze zdziwieniem stwierdzam że zamiast w stronę wyciągu zmierza w moim kierunku.
-Hej, chyba skądś  Cię kojarzę-uśmiecha się , a ja stwierdzam że ma śliczny uśmiech.
-Naprawdę?Niemożliwe-wybucham śmiechem podając mu dłoń-Jestem Nadia.
-Stephan.Często tu przychodzisz?
-Mam wrażenie że w każdej wolnej chwili.
-Stephan, czekamy-krzyk tego który chyba jest moim sąsiadem rozlega się od strony wyciągu , a on patrzy na mnie z uśmiechem i rzuca jeszcze odchodząc.
-To chyba będziemy się często spotykać.
 Patrzę chwilę za nim i zakładam słuchawki, zatapiam się w myślach , obserwując dalszy trening z pod przymkniętych powiek.Nie zdając sobie nawet sprawy że to mój ostatni spokojny dzień w tym miejscu.
                                                                     Stephan
Zauważyłem ją od razu po oddaniu skoku, miałem wrażenie że gdzieś mi już mignęła ale nie mogłem sobie przypomnieć gdzie.Blond włosy sięgały jej do ramion,układając się w delikatne fale , w jej niebieskich oczach tańczyły wesołe iskierki gdy wybuchnęła śmiechem.
Richard oczywiście musiał zawołać mnie właśnie teraz gdy odważyłem się do niej podejść.
-Nie mogłeś poczekać?-rzucam w jego stronę z pretensją w głosie.
-Odpuść, ona nie jest dla Ciebie.
-Znasz ją?-pytam i już zanim odpowiada , przypominam sobie, to jego nowa sąsiadka.
-Przecież to moja sąsiadka.Ma faceta.
-Faceta można zmienić-śmieję się, choć ta wiadomość akurat niezbyt mi się podoba.
-Nie takiego,kilka kilometrów stąd jej facet prowadzi jakiś klub nocny który jest przykrywką dla jego ciemnych interesów.Nie zdziwiłbym się jakby za niedługo tam wylądowała.
-Zwariowałeś.
-Zejdź na ziemię Stephan.Dziewczyna może wygląda idealnie, ale nie jest warta Twojego zainteresowania.Bo nie mów mi że nie wie czym się  zajmuje jej kochaś .Daj sobie spokój , dobrze Ci radzę.
Zostawia mnie samego ze swoimi myślami , a ja zastanawiam się nad jego słowami.Wyglądała tak niewinnie , na jej twarzy nie było ani grama makijażu,można by pomyśleć że to jeszcze dzieciak jak ktoś taki może w ogóle wylądować w klubie nocnym.


                                                                 





czwartek, 7 grudnia 2017

1

                                                                        Nadia
-Przemyśl to jeszcze , proszę-smutny głos Elizy, próbuje zburzyć moje szczęście,stoję przed lustrem w naszym mieszkaniu i wiem  że to już ostatnie moje chwile tutaj.Za kilka godzin wychodzę za mąż i już nigdy nie będę musiała oglądać tej małej klitki.
-Co mam przemyśleć?Dlaczego nie potrafisz zaakceptować tego że jestem szczęśliwa.
-On nie jest taki na jakiego wygląda Nadia.Zaślepia Cię coś co nazywasz miłością,wmawiasz sobie że go kochasz żeby tylko się stąd wyrwać.Znacie się dopiero kilka miesięcy, nic o nim nie wiesz.
-To co wiem mi wystarcza,dlaczego nie chcesz tego zrozumieć?
-Kocham Cię jak siostrę, wiesz o tym.Martwię się o Ciebie.
-Jesteś zwyczajnie zazdrosna że to mnie się udało-spoglądam na nią i widzę jak bolą ją moje słowa.
-Szkoda że tak myślisz Nadia-mówi tylko cicho i znika w łazience, a ja uśmiecham się do siebie bo wydaje mi się że mam rację.

Mimo naszej kłótni , jest jedyną osobą która towarzyszy mi w tym cudownym dniu,widzę jak się stara, uśmiecha się ,przełykając łzy gdy podpisujemy dokumenty w urzędzie stanu cywilnego.Matthias przyciąga mnie do siebie , całując mnie namiętnie , a ja mam wrażenie że moje życie teraz zamieni się w bajkę.Już za chwilę, już za moment wyjedziemy z tej dziury i nigdy więcej nie będę musiała tu wracać.

-Pójdę pożegnać się z Elizą-spoglądam na Matthiasa, gdy wkłada moją walizkę do swojego samochodu i po raz ostatni wbiegam schodami na górę , w naszej obskurnej kamienicy.Eliza stoi w oknie i widzę jak ukradkiem ociera łzy z twarzy.
-Mam nadzieję że pomyliłam się co do niego i będziesz szczęśliwa-mówi cicho przytulając mnie do siebie.
-Będę , zobaczysz-uśmiecham się-już niedługo ściągnę Cię do siebie.Obiecuję Eliza.
-Dzwoń jak tylko będziesz chciała pogadać.
-Codziennie-wycieram łzy spływające po mojej twarzy i wychodzę.Już za nią tęsknię , przez ostatnie lata była najbliższą mi osobą.Dzieliłyśmy swoje smutki i radości w domu dziecka,zawsze się wspierałyśmy,jestem pewna że najdalej za kilka miesięcy będziemy znowu razem.Za niemiecką granicą o czym zawsze marzyłyśmy.

Z zaciekawieniem ,ale i małym strachem spoglądam na krajobraz za oknem, czuję lekki niepokój co mnie czeka w tym małym górskim miasteczku przy austriackiej granicy.Przed oczami rozciąga  się kompleks skoczni narciarskich, a nasz samochód zatrzymuje się w pobliżu.Spoglądam na dom który ukazuje się moim oczom i nie mogę uwierzyć we własne szczęście że z małej klitki w brudnej kamienicy trafiłam w takie miejsce.
-Podoba Ci się?-Matthias spogląda na mnie ze śmiechem , gdy stoję w ogrodzie wpatrując się z zachwytem w piękny biały budynek.
-Jest idealny-wzdycham tylko-tak bardzo chciałabym żeby Eliza tu ze mną była.
-Zaprosimy ją niedługo, jak tylko się urządzimy-uśmiecha się przyciągając mnie do siebie.Z ogrodu obok dobiegają mnie wesołe głosy kilku mężczyzn i spoglądam na nich zaciekawiona , ich twarze wydają mi się dziwnie znajome,ale nie mam czasu nawet się nad tym zastanawiać bo Matthias ciągnie mnie w głąb budynku.
Z każdym kolejnym krokiem mój zachwyt jest jeszcze większy, z każdym przekroczeniem progu któregoś z pomieszczeń z moich ust wydobywa się jęk zachwytu.
-Strasznie mi przykro , ale muszę Cię zostawić na kilka godzin-odzywa się Matthias.
-Już teraz?-spoglądam na niego zawiedziona, miałam nadzieję że spędzimy to pierwsze popołudnie w naszym domu razem.
-Przepraszam, mam jeszcze kilka spraw do pozałatwiania w firmie, nie było mnie kilka dni i jest istne urwanie głowy,postaram się wrócić na kolację-rzuca całując mnie , a ja tak naprawdę zdaję sobie sprawę że nie mam pojęcia czym on się zajmuje.
-No to leć,a ja rozglądnę się po najbliższej okolicy.
-Tylko mi się nie zgub-śmieje się i znika za drzwiami, a ja szukam telefonu z zamiarem opowiedzenia wszystkiego Elizie.
Wychodzę przed dom tak bardzo zajęta rozmową , że nie zwracam uwagi na otoczenie , nogi same niosą mnie w kierunku pobliskich skoczni .Gdy tylko siadam na pustych o tej porze roku trybunach, już wiem że to będzie moje ulubione miejsce.Kończę rozmowę z Elizą i spoglądam w górę na rozbieg skoczni, przypominając sobie jak każdy zimowy weekend w domu dziecka spędzałyśmy przed telewizorem kibicując.Nie miałyśmy wtedy zbyt wielu zajęć , była to jedna z naszych ulubionych rozrywek w tak smutnych jednak dla nas latach.


środa, 6 grudnia 2017

Prolog

                                                                         Nadia
Pamiętam jak jeszcze niedawno  zamykały się za mną bramy domu dziecka, skończyłam osiemnaście lat i musiałam opuścić miejsce którego z jednej strony tak bardzo nienawidziłam , a z drugiej było to jedyne miejsce w którym czułam się bezpieczna, bez alkoholu , przemocy i tego wszystkiego co towarzyszyło mi od dziecka w rodzinnym domu.Dostałam małe mieszkanko w centrum miasta  do spółki z przyjaciółką , która razem ze mną opuszczała miejsce które przez kilka lat nazywałyśmy swoim domem.
Codziennie rano, marząc o lepszym życiu wychodziłyśmy do pracy w miejscowym supermarkecie , ciesząc się że w tej dziurze przynajmniej to udało nam się znaleźć.Odkładałyśmy każdy grosz snując plany na przyszłość, chciałyśmy wyrwać się z tej małej mieściny , najlepiej za niemiecką granicę która była tak blisko nas, ale jednak poza naszym zasięgiem.
Jeszcze wtedy nie wiedziałyśmy że to jednej z nas miało się udać, niestety gdybyśmy tylko przypuszczały jak skończy się nasze marzenie o lepszym świecie, nigdy nawet o nim byśmy nie pomyślały.

Matthiasa poznałam w czasie jednego z naszych wspólnych wieczorów w przygranicznej dyskotece,przystojny i kilka lat starszy ,od pierwszej chwili oczarował mnie swoim uśmiechem i sposobem bycia.Traktował mnie jak księżniczkę, spełniał każde moje życzenie, po kilku tygodniach byłam zakochana po uszy ,wydawało mi się że w końcu uśmiechnęło się do mnie szczęście, tylko Eliza nie potrafiła go zaakceptować.Coraz częściej nie potrafiłyśmy się dogadać , robiła wszystko żeby mnie do niego zniechęcić, a ja oskarżałam ją że jest po prostu zazdrosna.