piątek, 16 lutego 2018

Epilog

                                                             
                                                                      Nadia
 Kilka godzin temu skończyły się zawody w Oberstdorfie.Wracamy spacerem z hotelu do domu Richarda. Z niepokojem spoglądam na budynek obok. Mimo tego że jego tu nie ma boję się.Sam widok tego miejsca przyprawia mnie o mdłości.
-W każdej chwili możemy stąd wyjechać, pamiętaj o tym- odzywa się do mnie gdy wchodzimy do środka.
-Dam radę, przecież jego tutaj nie ma-uśmiecham się delikatnie , próbując przekonać samą siebie.
-Gdybyś jednak poczuła że jest inaczej, gdybyś miała wrażenie że dłużej tutaj nie wytrzymasz po prostu powiedz.
Wytrzymam, muszę. Nie mam innego wyjścia.Najwyższa pora przestać myśleć o przeszłości.Nie mogę do końca życia rozpamiętywać tego co było.Boję się tylko tego że za kilka dni kolejne zawody i zostanę tutaj sama.Nie mogę przecież wymagać od dziewczyn żeby przyjeżdżały do mnie na każdy weekend.Choć wiem że one nie widziałyby w tym żadnego problemu.
Otwieram oczy gdy czuję na ustach delikatny pocałunek. W pokoju roznosi się zapach kawy i świeżych rogalików.Nie pamiętam kiedy ostatnio wstałam tak wyspana i szczęśliwa.I tylko gdzieś z tyłu głowy wspomnienia niedawnych wydarzeń próbują zakłócić moje szczęście.
-Nie wyjdę dopóki nie zjesz- uśmiecha się do mnie całując mnie kolejny raz.
-Spóźnisz się na trening-próbuję go przekonać. Choć wiem że i tak nie odpuści.Będzie tu siedział tak długo dopóki talerz nie będzie pusty.
-Jakoś przeżyję- wybucha tylko śmiechem.
Kręcę tylko głową , zabierając się za jedzenie. Nie spuszcza ze mnie wzroku , aż sama zaczynam się śmiać.
-Traktujesz mnie jak dzieciaka.Naprawdę nie musisz mnie pilnować.
-Nie pilnuję- śmieje się -czekam aż zjesz bo chcę Cię zabrać ze sobą.
-Naprawdę mogę?
-Nadia co za głupie pytanie.
Uśmiecham się kończąc śniadanie, dopijam kawę i znikam w łazience.
Już po chwili idziemy razem w stronę skoczni.Nie pamiętam kiedy ostatnio pojawiłam się na treningu chłopaków.
-Brakowało nam tutaj Ciebie - Andreas całuje mnie w policzek , wywołując kolejny uśmiech na mojej twarzy. Nie potrafię uwierzyć w to że traktują mnie tak samo jak wcześniej.Nic się nie zmieniło.Nikt nie patrzy na mnie z pogardą.Nikt mnie nie ocenia.Wydaje mi się że to ja sama oceniam siebie najgorzej.
-Jesteś pewna że wytrzymasz z nimi wszystkimi przez tyle dni?- ich trener wybucha śmiechem , a ja nie mam pojęcia o czym mówi.
-Z nimi wszystkimi?
-Naprawdę Richi? Pytasz mnie o zgodę, a nie zapytałeś Nadii czy w ogóle ma ochotę spędzić tyle czasu z tą bandą wariatów?
-Nie byłem pewny czy się zgodzisz- śmieje się brunet.
-Mogę się dowiedzieć o co chodzi?-  nigdy nie czuję się najlepiej gdy nie wiem co się dzieje.
-Pomyśleliśmy że może chciałabyś odwiedzić Zakopane- uśmiecha się Stephan,
-A później Willingen- wybucha śmiechem Andreas.
-Na igrzyska zabrać Cię nie możemy , ale Selina już cieszy się że spędzi tyle dni w Twoim towarzystwie- Richard chwyta mnie za ręce .
Nie mam pojęcia co odpowiedzieć, wpatruję się w nich wszystkich szeroko otwartymi oczami.A oni z wyczekiwaniem patrzą na mnie i czekają na moją decyzję.
-Naprawdę chcecie mnie ze sobą zabrać?- nadal nie potrafię w to uwierzyć.
-Naprawdę nie wiemy czemu tak Cię to dziwi- odzywa się Markus.
-Bo jestem...
-Bo jesteś jedyną dziewczyną która potrafiła zawrócić w głowie Richardowi-śmieje się Andreas, nie dając mi dokończyć.
-Nigdy więcej nie próbuj tak mówić-szepcze mi na ucho Richard, przytula mnie do siebie i po chwili idzie z chłopakami w górę skoczni.
 Siedzę z dziewczynami w kuchni spoglądając w okno. Od ponad  trzech tygodni, dotrzymują mi towarzystwa. Zaraz po powrocie z Willingen , Richard przywiózł mnie do swojego rodzinnego domu. Każdy dzień bez niego dłużył mi się niesamowicie . Ciągle odliczałam dni do jego powrotu. A teraz  na myśl ,że w każdej chwili może stanąć w drzwiach ogarnia mnie strach.
Strach przed tym że może jednak nie chce ze mną być. Że przemyślał wszystko podczas tego wyjazdu i zdecydował że to wszystko nie ma sensu. Że nie będzie zawracał sobie głowy kimś takim jak ja.
-Nie powinnaś dzisiaj tryskać radością? - jak zwykle przed Elizą nie potrafię ukryć swojego nastroju.
-Przez trzy tygodnie umierałaś z tęsknoty , a teraz wyglądasz jakby powrót mojego brata w ogóle Cię nie cieszył.
-A jak on się rozmyślił? Jak nie chce ze mną być?- mówię cicho -jak w ogóle tu nie przyjedzie?Jak stwierdzi że nie warto?
-Znowu zaczynasz?- Selina wybucha złością.
-No bo..
-Bo co Nadia?-mruży oczy wpatrując się we mnie- kiedy w końcu zrozumiesz że to wszystko nie ma dla niego żadnego znaczenia? Dla nas wszystkich? Że ciągle jesteś tą samą Nadią. Nic się nie zmieniło.Jak długo będziesz jeszcze o sobie myśleć w ten sposób?
-Nie wiem Selina. Dobrze wiesz że ostatnio zdarza mi się to coraz mniej.
-Ale jeszcze się zdarza. A nie powinno- podchodzi do mnie i przytula mnie do siebie.
-Wiem, przepraszam.
-Nie przepraszaj, tylko postaraj się przestać o tym myśleć.Przestań myśleć o sobie w ten sposób.
Słyszę trzask zamykanych drzwi samochodu pod domem.Mimo wszystko czuję jak mój żołądek ściska się w kulkę ze strachu.Wstaję i z niepokojem spoglądam w stronę drzwi.
Już po chwili znajduję się w jego ramionach i w jednej chwili wszystkie złe myśli wylatują z mojej głowy.
-Nie wiedziałem, że można tęsknić za kimś tak bardzo-szepcze, muskając moje ucho delikatnie ustami.
-Ja też -wybucham śmiechem obejmując go jeszcze mocniej.
                                                                      Richard
Jeszcze nigdy tak bardzo nie cieszyłem się z powrotu do domu po zawodach. Nie zmieniał tego nawet fakt że były to igrzyska. Nie ważne że są tylko co cztery lata, z niecierpliwością odliczałem dni kiedy w końcu się skończą.
Tęskniłem za nią tak mocno że sam siebie nie poznawałem. Nie mam pojęcia co ona że mną zrobiła, ale podobało mi się to.W końcu miałem do kogo wracać.
Mam nadzieję że nic się nie zmieniło przez ten czas. Że Nadia nadal chce ze mną być. Nie wyobrażam sobie że mogłoby być inaczej.
Podjeżdżam pod dom i już po chwili trzymam ją w swoich ramionach.
Selina z Elizą wychodzą zostawiając nas samych, a ja nie potrafię wypuścić jej z objęć.
Nadia uśmiecha się i idzie w kierunku schodów ciągnąc mnie za sobą.
Siada na łóżku , przyciągając mnie do siebie. Całuję ją delikatnie i już po chwili kompletnie tracę głowę.
Odsuwam ją na moment od siebie wpatrując się w jej twarz.
- Co? -wybucha śmiechem i oplata moją szyję rękami.
-Powinienem powiedzieć Ci to już dawno temu,tylko najpierw się przed tym broniłem , a potem nie było okazji -mówię cicho - Kocham Cię , wiesz ?
-Mnie? - otwiera szeroko oczy patrząc na mnie ze zdziwieniem.
-No , a kogo? -śmieję się.
W jej oczach znów pojawiają się wesołe iskierki, przytula się do mnie jeszcze mocniej.
-Też Cię kocham Richard -szepcze mi wprost do ucha.
I już wiem , jestem pewien że nigdy jej nie zostawię. Będę przy niej tak długo, na jak długo mi pozwoli.
Całuje mnie kolejny raz i cały świat przestaje istnieć. Nie liczy się to co było, wszystko przestaje mieć znaczenie.Oprócz niej .
                                                                   

środa, 14 lutego 2018

51

                                                                              Richard


Całą noc nie potrafiłem zasnąć myśląc nad jej słowami. Na początku byłem wściekły na nią że do tego dopuściła.Potem zdałem sobie z tego sprawę że Matthias w jakiś sposób musiał ją do tego zmusić.To niemożliwe żeby robiła to z własnej woli.Poznałem ja już wystarczająco żeby wiedzieć że ona taka nie jest. Musiała mieć jakiś ważny powód żeby zgodzić się na to wszystko.
Teraz wściekałem się już tylko na siebie.Kolejny raz zachowałem się jak skończony idiota. Zdaję sobie sprawę ile musiało kosztować ją wyznanie mi tego wszystkiego. A ja zamiast zostać z nią , po prostu wyszedłem. Teraz kiedy ona nie powinna być sama. Kiedy najbardziej mnie potrzebuje.

Z niecierpliwością czekam do rana.Żeby móc iść do niej  i błagać ją o wybaczenie.Że kolejny raz nawaliłem.Wychodzę z pokoju i od razu słyszę głos swojej siostry. Obie stoją na korytarzy czekając na windę. Selina jak zwykle zachowała się lepiej ode mnie. Czasem zastanawiam się kto z nas jest młodszy. Muszę w końcu przyznać że moja mała siostrzyczka, jest o wiele mądrzejsza ode mnie. Od samego początku stoi murem za Nadią. Zawsze jest przy niej gdy ona tego potrzebuje.Nie tak jak ja.
Spoglądają na mnie gdy do nich podchodzę.Nadia od razu spuszcza głowę.Z oczu Seliny bije wściekłość.
-Lepiej będzie jak pójdziesz schodami- robi krok do przodu, zasłaniając Nadię.
-Daj spokój Selina.
-Zejdź mi z oczu , bo chyba Cię zabije-prycha w moim kierunku. Drzwi windy otwierają się i Nadia szarpie ją za rękaw bluzy.
-Chodź- jej głos jest pozbawiony jakichkolwiek emocji.
-Poczekaj - odsuwam Selinę , stając przed nią.Podnosi głowę spoglądając na mnie- przepraszam.Jesteś w stanie kiedykolwiek mi wybaczyć?
Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami, nie odzywa się.Selina pierwsza przerywa ciszę która panuje na hotelowym korytarzu.
-Nie zasługujesz na to. Na Nadię i na wybaczenie.
-Wiem, jestem idiotą.
-Nie da się ukryć- w tym moja siostrzyczka zawsze się ze mną zgodzi.
-Nadia- mówię tylko cicho , chwytając ją za ręce- powiesz coś? Cokolwiek ?

                                                                    Nadia

-Nadia -mówi cicho i chwyta mnie za ręce-powiesz coś? Cokolwiek?
Stoję i patrzę na niego szeroko otwartymi oczami.Nadal nie dociera do mnie to co stało się przed chwilą.On mnie przeprasza.On prosi mnie o wybaczenie. Za co ? Dlaczego? To ja powinnam go  o to prosić. To ja nie zasługuję na niego.
- Nie powinienem wczoraj zostawiać Cię samej.To było głupie z mojej strony.Przecież  wiem że to nie Twoja wina.
-No popatrz nareszcie do tego doszedłeś-Selina nie potrafi ukryć swojej złośliwości.A ja mimo wszystko nie potrafię ukryć delikatnego uśmiechu który  pojawia się na mojej twarzy.
-Dasz mi ostatnią szansę?Przysięgam że więcej tego nie spieprzę- nie odpowiadam.Robię krok w jego stronę, nie spuszczając z niego wzroku.
-Jesteś pewny?Zdajesz sobie sprawę z tego kim jestem ? -odzywam się po chwili.
-Tak.Jesteś tą samą złośnicą  którą poznałem na skoczni kilka miesięcy temu.Tą samą która doprowadza mnie do szału i bez której nie wyobrażam sobie życia.
- Nie Richard.Jestem ...
-Jesteś najlepszą rzeczą która spotkała mojego brata -przerywa mi Selina- i nie próbuj kiedykolwiek myśleć inaczej.
- Ale.. -próbuję coś powiedzieć,Richard nie daje mi dokończyć. Składa na moich ustach pocałunek.Przez chwilę chcę się odsunąć. Przecież nie powinnam .Nie zasługuję na niego. Ale nie potrafię,  zapominam o wszystkim.Jak zawsze w jego ramionach.Czuję się tak jak kilka tygodni temu.Szczęśliwa i beztroska.Przez te kilka chwil gdy trzyma mnie w swoich ramionach. Wiem że tylko przy nim jestem w stanie zapomnieć o tym co mi się stało.

Schodzimy razem na dół, Stephan od razu uśmiecha się na nasz widok. 
-A nie mówiłem?- szepcze mi na ucho gdy zajmuję miejsce obok niego.
-Dotrzymasz jej jeszcze dzisiaj towarzystwa?-odzywa się Richard- pójdę spakować swoje rzeczy.
-Wyjeżdżasz ?- Selina spogląda na niego równie zdziwiona jak ja.
-Jest sezon, nie sadzę że Nadia będzie chciała zostać sama w Oberstdorfie , gdy będę na zawodach. Więc najlepszym wyjściem będzie jak na razie zamieszkam z Wami w Oberwiesenthal.
Patrzę na niego szeroko otwartymi oczami, krztusząc się kawą.To chyba niemożliwe, to nie dzieje się naprawdę.Przeprowadza się dla mnie? Dla zwykłej dziwki z klubu nocnego.
-Mówisz poważnie?-Selina chyba sama nie wierzy w to co mówi jej brat.
-Jeśli tylko Nadia się zgodzi, będziesz musiała ze mną wytrzymać- Richard spogląda na mnie, czekając na moją decyzję.
-Nie powinieneś dla mnie rezygnować z treningów- odzywam się cicho.
-Tam też mogę trenować Nadia.
-Ale to tutaj przeważnie trenujecie z całą drużyną.Dobrze wiesz że to ważne.
-Są rzeczy ważne i ważniejsze Nadia.
-Jeśli naprawdę tego chcesz, zostanę tutaj - sama nie wierzę w to co powiedziałam. Będą tak blisko mojego koszmaru, z daleka od Seliny i Elizy.Widzę uśmiech na twarzy Richarda i chłopaków. Wiem że podjęłam dobrą decyzję tylko tak bardzo boję się dni gdy będę musiała zostać tutaj sama.


                                Richard

Uśmiecham  się gdy Nadia postanawia zostać tutaj.Wiem ile kosztuje ją  ta decyzja.Zrobię  wszystko żeby nie musiała zostawać sama.Porozmawiam z trenerem, nie powinien mieć nic przeciwko temu żeby jeździła z nami.
Spoglądam na nią jak bawi się jedzeniem.Wydaje  mi się że niewiele tak naprawdę trafia do jej ust.Nie mam pojęcia ile czasu będzie jej potrzebne żeby doszła do siebie.Wiem tylko że nie zostawię jej z tym samej.

Selina korzysta z okazji i odciąga mnie na bok , gdy Nadia jest zajęta rozmową  z Elizą. 
- Nie nawal  kolejny raz .
- Nie nawalę Selina.
-I uważaj na nią .
-O czym mówisz?
-Gdy przyszłam do niej wczoraj wieczorem , była w złym stanie. Trzymała w rękach opakowanie tabletek.
-Myślisz że ...-przerywam, nie potrafię sobie nawet tego wyobrazić.
-Nie wiem, może panikuję ale wystraszyłam się.Ona jest w rozsypce Richard.A Ty wczoraj przyłożyłeś się do tego.
- Wiem.Nie mam pojęcia co sobie myślałem. 
- Nie myślałeś. Jak zwykle.Pewno nie wiesz że zagroził jej że jak tego nie zrobi to ja z Elizą  wylądujemy w klubie? Że coś stanie się Tobie i Stephanowi ?Zrobiła to bo się bała.A Ty ją  dobiłeś. 
-Nie przypominaj mi o tym.Nigdy więcej tego nie zrobię- nie potrafię sobie nawet wyobrazić tego co musiała czuć.Tego co czuje teraz.Byla w stanie  poświęcić siebie żeby nic nam się nie stało.
-Do końca życia powinieneś o tym pamiętać-prycha i ciągnie mnie z powrotem do wszystkich.Wiem że ma rację.Chyba w końcu powinienem podziękować swojej siostrze. Za to że jest zawsze wtedy gdy ja nawalam. 

poniedziałek, 12 lutego 2018

50

 
                                                           Nadia

Cały dzień spędzam sama w pokoju.Dziewczyny chciały mnie wyciągnąć na kwalifikację , ale nie miałam na to najmniejszej ochoty.Ciągle widzę pytania w ich oczach. Widzę jak mocno powstrzymują się przed zadaniem ich.A ja naprawdę nie mam siły mówić im tego.Dlatego staram się ich unikać.Ich i całej reszty.
 Próbuję się przygotować do tego co czeka mnie wieczorem.Nie mam kompletnie pojęcia co mam mu powiedzieć.Przecież to nie takie proste przyznać się do czegoś takiego.Świadomość tego że za kilka godzin stracę jakąkolwiek szansę na to że jeszcze kiedykolwiek z nim będę jest przerażająca. Bo niestety  , ciągle jeszcze mimo tego że nie powinna  gdzieś we mnie tli się nadzieja.Że przyjmie to ze spokojem jak Stephan, że niczego to między nami nie zmieni.Niestety zdaję sobie sprawę z tego że Richard nie jest Stephanem.I zapewne nie zaakceptuje tego tak szybko.O ile w ogóle kiedykolwiek to mu się uda.


Stoję pod hotelem, nerwowo zaciągając się papierosem.Już za kilka minut powinni się tutaj zjawić po skończonych kwalifikacjach.
Czuję jak mocno bije mi serce na ich widok. Stephan z daleka uśmiecha się do mnie próbując dodać mi otuchy.On ciągle jest pewny że wszystko się ułoży. Gaszę papierosa i podchodzę do Richarda.
-Możemy porozmawiać?- mój głos jest tak cichy że przez moment zastanawiam się czy w ogóle się odezwałam.
Nie odpowiada, chwyta mnie za rękę i prowadzi w stronę windy.Powinnam zabrać swoją dłoń, ale nie potrafię tego zrobić.Ostatni raz chcę czuć jego dotyk na swojej skórze. Wiem jak bardzo będzie mi tego brakować. W głowie pojawiają mi się słowa koleżanki, żeby zataić przed nim prawdę.Odrzucam od siebie szybko tą myśl.Nie jestem w stanie okłamać go kolejny raz, nie w takiej sprawie.
Na jego twarzy pojawia się uśmiech.Chyba kompletnie nie spodziewa się tego co chcę mu powiedzieć.   

                                                                       Richard


Stoi pod hotelem paląc papierosa.Nie podoba mi się to.Ale jeśli jej to pomaga, niech tak będzie.Gdy na nas spogląda gasi go i szybko podchodzi.
-Możemy porozmawiać?- mówi tak cicho że ledwo ją słyszę.
Nie odpowiadam, chwytam ją za rękę i prowadzę w kierunku windy. Uśmiecham się, gdy jej nie zabiera , to chyba dobry znak. Bo pomału zaczynałem się obawiać że Nadia chce zakończyć to co było między nami.
Wchodzimy do jej pokoju, w milczeniu siada na łóżku ze spuszczoną głową. Gdy podnosi ją po chwili, widzę że ma oczy pełne łez.
-Nie powinniśmy dłużej ze sobą być Richard- patrzę na nią i nie wierzę w to co powiedziała.Jak nie powinniśmy ? O czym ona mówi?
-Co się stało Nadia? Dlaczego?- chwytam ją za ręce. Znowu spuszcza głowę, po jej twarzy spływają pierwsze łzy.
-Ja po prostu nie mogę z Tobą dłużej  być. Matthias kilkukrotnie zmusił mnie żebym się z nim przespała, poza tym - przerywa , spogląda na mnie , czekając co powiem. Przytulam ją do siebie, jak można kogoś zmusić do seksu.Mam nadzieję że on w końcu zapłaci za wszystko co jej zrobił.
-To teraz nieważne Nadia.On Cię zmusił , to niczego nie zmienia- trzymam ją nadal.Jej ciałem wstrząsa szloch.Czekam aż się uspokoi. Nie podoba mi się że z nim spała, ale przecież nie powiem jej tego. To nie jej wina. Odsuwa się ode mnie po chwili.Ociera łzy ręką i kolejny raz spuszcza głowę.
-Pracowałam w klubie przez te trzy tygodnie- rzuca nagle.
-Spodziewałem się tego Nadia, przecież już kiedyś musiałaś tam chodzić.
-Ty nie rozumiesz Richard- patrzy mi w oczy- tym razem było gorzej.Tym razem musiałam z nimi sypiać.
Przez krótki moment nie dociera do mnie to co powiedziała. Patrzę na nią, nie mając pojęcia co powiedzieć.Rozumiem że spała z Matthiasem, bała się go.To jej mąż.Ale dlaczego do cholery , spała z innymi w klubie.Jakim cudem udało mu się nakłonić ją do tego? Jak mogła do tego dopuścić? Co nią w ogóle kierowało? Przecież to jakiś obłęd .Spać  z kimś za pieniądze. Nie spuszcza ze mnie wzroku , czeka co powiem. A ja nie jestem w stanie w tej chwili powiedzieć nic. Nic nie przychodzi mi do głowy. Podnoszę się i wychodzę szybko z pokoju. Nie mam pojęcia co mam zrobić.

                                                                           
                                                                            Nadia

-Ty nie rozumiesz Richard -przez moment patrzę mu prosto w oczy- tym razem było gorzej. Tym razem musiałam z nimi sypiać.
I już, powiedziałam to w końcu. Spogląda na mnie jakby nie do końca zrozumiał sens moich słów.Dopiero po chwili chyba dociera do niego co powiedziałam . Patrzy na mnie przez kilka sekund , a ja mam wrażenie że mija wieczność. Nie odzywa się, nie musi . Wszystko widzę w jego oczach. Bez słowa wstaje i wychodzi zostawiając mnie samą.A ja mimo że spodziewałam się tego nie potrafię powstrzymać łez.
Więc to koniec. Skończyło się,mimo tego że tak naprawdę nawet dobrze nie zdążyło się zacząć. 

Ubieram na siebie kurtkę i wychodzę .Nogi same niosą mnie do pokoju Stephana.
-Zejdziesz ze mną na dół? -pytam cicho gdy tylko otwiera mi drzwi.
Kiwa głową i bez słowa wchodzimy do windy.
Patrzy na mnie gdy odpalam papierosa , siadając na ławce. Nie komentuje i o nic nie pyta.Właśnie za to go uwielbiam.Czeka cierpliwie aż sama zaczynam mówić.
- Powiedziałam mu wszystko. Mam to już za sobą Stephan i wcale nie jest mi lepiej.
-Tylko nie mów że....
-Nie zrozumiał- przerywam mu.
-To niemożliwe Nadia.Jemu naprawdę na Tobie zależało.Widziałem to.
-Widocznie nie tak mocno - łzy znowu zaczynają spływać po mojej twarzy.
-On jest idiotą, Nadia.
Przytula mnie do siebie, a ja znikam w jego ramionach ciągle zanosząc się płaczem.

-Spróbuj trochę odpocząć- Stephan odprowadza mnie do pokoju.
-Postaram się -przełykam łzy próbując nie rozpłakać się kolejny raz.
-Chcesz żebym z Tobą został?
-Muszę poradzić sobie z tym sama. Ale dziękuję- uśmiecham się smutno.Zamykam za sobą drzwi i siadam na łóżku.Bezmyślnie patrzę się w ścianę. Po chwili mój wzrok zatrzymuje się na tabletkach leżących na nocnym stoliku. Bez zastanowienia biorę je do ręki.Wpatruję się w nie , bawiąc się opakowaniem. Nie jestem w stanie odłożyć ich na bok.Przez głowę przelatuje mi myśl że nie mam już nic do stracenia. Nikt nie będzie za mną tęsknił.A cały mój koszmar w końcu się skończy.
  Pukanie do drzwi , sprawia że przytomnieję. W drzwiach pojawia się głowa Seliny.
-Mogę? - nie czeka na odpowiedź i siada przy mnie -rozmawiałam ze Stephanem.
-Więc wiesz już wszystko. I co?Przyszłaś mi powiedzieć że mam szukać nowej pracy?Że nie chcesz mnie więcej znać ? Że nie zasługuję na Twojego brata?
-Naprawdę myślisz że mogłabym Ci coś takiego powiedzieć? -widzę wściekłość w jej oczach.
-Nie wiem Selina.Twój brat chyba to wszystko chciał mi powiedzieć.Tylko zabrakło mu odwagi , ale widziałam to w jego oczach.
- Nie jestem tym idiotą-prycha -to on nie zasługuje na Ciebie.
-To ja nie zasługuję na nikogo Selina.To ja jestem dziwką.
- Nie mów tak.Poświęciłaś się dla nas- w jej oczach pojawiają się łzy-tak bardzo bałaś się o nas że zgodziłaś się na wszystko.
- Nie mogłam pozwolić żebyście tam trafiły. Żeby coś im się stało.Matthias jest zdolny do wszystkiego.Wiedziałam że mówi prawdę. Nie miałam innego wyjścia.
- Wiem o tym Nadia - przytula mnie do siebie. Zdaję sobie sprawę jak bardzo brakowało mi jej przez ostatnie tygodnie.
-Cieszę się że tu przyszłaś- odkładam tabletki na stolik.
-Ty nie miałaś zamiaru ?-patrzy na mnie przerażona. 
- Nie no coś Ty -kręcę głową ,sama bojąc się tego co chciałam zrobić.
-Porozmawiam z nim -Selina podnosi się z łóżka.
- Nie Selina.Nie chcę żeby ktokolwiek go przekonywał .On dokonał wyboru.W sumie byłam pewna że taka będzie jego decyzja.
-Jesteś pewna Nadia ?
-Tak -uśmiecham się przez łzy-zostaniesz ze mną?
-Jasne - wskakuje z powrotem na łóżko.Zaczyna opowiadać o tym co wydarzyło się w ostatnich dniach.Jestem jej wdzięczna że nie pyta o nic więcej .Staram się wyrzucić wszystko że swojej głowy i skupiam się na jej wesołej paplaninie. Nie mam pojęcia kiedy obie zasypiamy. Wiem tylko że już nic nie będzie takie same. Ale muszę sobie z tym poradzić .Jestem pewna że ona i Eliza mi w tym pomogą.

niedziela, 11 lutego 2018

49


                                                                                     Nadia


Nie pamiętam jak znalazłam się wczoraj w pokoju.Ostatnie co potrafię sobie przypomnieć , to to jak mocno wirowało mi w głowie gdy wchodziłam do windy.
Dlatego tak bardzo przestraszył mnie widok Richarda dziś rano w moim łóżku.Przestraszył i ucieszył przez krótki moment.Przez krótką chwilę poczułam się jak kilka tygodni temu.Szczęśliwa w jego ramionach.Nie martwiąca się niczym.Krótka chwila ,dopóki nie przypomniałam sobie o tym co stało się w ostatnie dni.
Znikam za drzwiami łazienki, licząc że gdy wyjdę już go nie będzie.Ale znam go, wiem że nie odpuści.Że nadal będzie tam siedział i czekał na mnie.Rozbieram się z trudem i staję pod strumieniem gorącej wody.
Jak prosto wyglądałoby życie, gdyby wszystko szło z siebie zmyć w ten sposób.Wszystkie problemy i wszystkie złe chwile.Wiem że muszę najszybciej powiedzieć mu prawdę.Prawdę o tym że nie mogę z nim być.Tylko nie potrafię.Jeszcze przez chwilę chcę łudzić się tym że będzie dobrze.Że będzie jak kiedyś.
Wychodzę i jest  tak jak myślałam , nadal siedzi na łóżku i wpatruje się we mnie.Tak bardzo chciałabym uśmiechnąć się na jego widok ale nie potrafię.Nie jestem w stanie.
-Musisz coś zjeść-podnosi się i wyprowadza z pokoju mimo moich oporów-daj mi tylko kilka minut.
Prowadzi mnie do swojego pokoju i znika w łazience.Siadam na skraju łóżka i w milczeniu spoglądam na Markusa.
-Jak się czujesz?
-Tak jak wyglądam,albo jeszcze gorzej-chcę się zaśmiać ale nie potrafię.
-Dobrze że już jesteś.
-Tęskniłeś?
-Ja to może nie aż tak bardzo-wybucha śmiechem, ale po chwili poważnieje -martwiliśmy się Nadia.To chyba ode mnie wszystko się zaczęło tej nocy.
-O czym mówisz?
-Nie miałem pojęcia że jesteś z Richardem, zresztą chyba nikt nie miał.Chyba za bardzo chciałem Ci dotrzymać towarzystwa, Ty zwinęłaś się do Michaela i Gregora, Richard się wkurzył i wszystko posypało się jak domino.
-Daj spokój to tylko i wyłącznie moja wina.Do końca życia będę ponosiła konsekwencje swoich pochopnych decyzji.
-Uwolnisz się w końcu od niego.
-Ale nie uwolnię się od wspomnień Markus.One na zawsze pozostaną w mojej głowie- milknę gdy Richard wychodzi z łazienki.


Gdy schodzimy wszyscy są już na dole.Z każdej strony czuję na sobie czyjś wzrok.Nie czuję się zbyt dobrze w tej sytuacji.Selina uśmiecha się na mój widok i robi mi miejsce koło siebie.
-Mogę wrócić do pracy?Czy Twoja mama zatrudniła kogoś na moje miejsce?- pytam cicho bawiąc się łyżeczką.
-Jasne, jak tylko dojdziesz do siebie.
-Chcę zacząć od jutra Selina- rzucam i nagle wszyscy milkną wpatrując się we mnie.
-Przecież będziemy tu jeszcze cztery dni.
-Wy będziecie,ja chcę wrócić dzisiaj.Nie czuję się tutaj najlepiej.
-Zawiozę Cię- Richard bez zastanowienia rezygnuje z zawodów.
-Masz zawody, a ja nie jestem dzieckiem- podnoszę się zostawiając nietknięte śniadanie- nie jestem głodna.

-Poczekaj, Nadia- Stephan łapie mnie za rękę gdy wychodzę z hotelu.Wpatruje się we mnie gdy odpalam papierosa, ale nie odzywa się.
-O co chodzi?
-Naprawdę chcesz dziś wyjechać?
-Jak tylko ogarnę jakiś lot.
-Dlaczego Nadia?
-Źle się tutaj czuję, poza tym potrzebuję pieniędzy.I dość długo już nie pracowałam.Nie chcę zwalać swoich obowiązków na kogoś innego.
-To wcale nie o to chodzi, prawda?Nie masz pojęcia jak on zareaguje i boisz się tego.Chcesz uciec stąd z powodu Richarda.
-Nie jestem w stanie nawet patrzeć mu w oczy Stephan.
-Powiedz mu. Będziesz miała to już za sobą.
-To nie takie proste.Jak mam powiedzieć mu z iloma facetami spałam?
-I tak będziesz musiała w końcu to zrobić.On nie odpuści.
-Jak Ty byś to przyjął na jego miejscu?Byłbyś z kimś takim jak ja?
-Dla mnie to niczego nie zmienia Nadia.Ty ciągle jesteś tą samą dziewczyną.
Przytulam się do niego, znikając w jego ramionach.Obejmuje mnie mocno , a ja zastanawiam się co zrobić.Powiedzieć Richardowi prawdę, czy kolejny raz uciec od niego?Wiem że nie mogę uciekać w nieskończoność.W końcu i tak będę musiała powiedzieć mu wszystko.Dlaczego znów wszystko jest takie skomplikowane?
-Zostań tutaj z nami-odsuwa mnie po chwili od siebie- pojedziesz z dziewczynami.I porozmawiaj z nim.Może niepotrzebnie się obawiasz.
                                                                 

Radiowóz zatrzymuje się pod hotelem gdy chcemy wejść do środka.Odruchowo chwytam go za rękę nie wiedząc czego mogę się spodziewać po ich wizycie. Policjantka z którą rozmawiałam wczoraj w szpitalu podchodzi do nas szybkim krokiem.
-Zapewne słyszałaś już o ostatnich wydarzeniach?
Kiwam tylko głową, nie mogąc wydusić ani słowa. Coraz mocniej ściskam dłoń Stephana, bojąc się że zaraz zemdleje.
-Chcieliśmy Cię tylko powiadomić że zatrzymaliśmy w nocy Twojego męża- oddycham z ulgą i pierwszy raz od wielu dni na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
-Dziękuję- to jedyne co udaje mi się wykrztusić.
-Mam nadzieję że będziesz w okolicy jeszcze kilka dni, na pewno jeszcze kilkukrotnie będziemy musieli Cię przesłuchać.
-Właściwie to planowałam dzisiaj wyjechać-odpowiadam cicho.
-Czy to naprawdę konieczne?Wszystko  pójdzie o wiele sprawniej jeśli pozostaniesz jednak na miejscu.
-Nadia, jeśli zostaniesz Twój koszmar skończy się szybciej-Stephan próbuje mnie przekonać.
-Dobrze, zostanę- kiwam głową zrezygnowana.
-Jeśli zmienisz miejsce pobytu, proszę poinformuj nas o tym - kiwam głową i spoglądam jak odjeżdżają z pod hotelu.
-I znów ktoś zdecydował za mnie.
-I może tak właśnie miało być?-Stephan z uśmiechem prowadzi mnie do środka, a ja wiem że dziś wieczorem czeka mnie ciężka rozmowa.

sobota, 10 lutego 2018

48

                                                                          Nadia

Wychodzę z pokoju gdy na dworze jest już ciemno. Dość mam wpatrywania się w ścianę i rozmyślania nad swoim nędznym życiem.Powinnam chyba wziąć się w garść.Tak wiem ,łatwo powiedzieć. Przechodzę koło hotelowej restauracji gdzie większość ekip  je kolacje. Spoglądam na ich uśmiechnięte twarze i zastanawiam się czy będę jeszcze kiedykolwiek w stanie śmiać się tak beztrosko.
Odpalam papierosa siadając na ławce przed hotelem. I już po chwili zjawiają się przy mnie dziewczyny.Spodziewałam się tego że nie uda mi się przemknąć niezauważalnie.
-Palisz ? -Eliza siada koło mnie .
-No jak widać-prycham chyba zbyt mocno i dodaję cicho - przepraszam, chciałam po prostu pobyć sama .
- Nie możesz sama wychodzić Nadia.Przecież on znowu może Cię znaleźć -Selina zajmuje miejsce z mojej drugiej strony i chwyta mnie za rękę .
-To już nieważne Selina. Najwyżej mnie znajdzie I wrócę tam gdzie moje miejsce .
-Nie mów tak Nadia.
W jednej chwili zdaję sobie sprawę z tego że Monica miała rację.Niepotrzebnie się buntowałam ,niepotrzebnie stamtąd  zwiałam. Nie pasuję już tutaj.To już nie jest moje miejsce.
-A co mam mówić?-mrużę oczy wpatrując się w dziewczyny.Wiem że to co mnie spotkało to nie ich wina.Nie potrafię jednak powstrzymać swojej złości. Podnoszę się i  zmierzam w kierunku wejścia gdy ktoś łapie mnie za rękę
-Wiedziałam że tu będziesz- Monica wpatruje się we mnie oczami pełnymi łez.
-Jesteś sama ? Co tu robisz?- z niepokojem rozglądam się w około.
-Tak.Możemy gdzieś usiąść i pogadać?
-Jasne-ciągnę ją w stronę hotelowego klubu.Siadam przy stoliku ,Monica po chwili stawia przed nami dwa piwa.
-Masz, przyda Ci się.
-Chyba nie powinnam przy takiej ilości tabletek - nie mam pojęcia ile ich dzisiaj połknęłam.Która z kolei pomogła mi choć trochę normalnie funkcjonować.
-Thomas -w jej wzroku jest coś takiego że zaczynam się bać.
- Co jest Monica ?
-On nie żyje Nadia.
Czuję jak kręci mi się w głowie.Cholerny Matthias.Łzy  same lecą mi po twarzy.Przechylam piwo próbując się uspokoić. Nie pomaga.
-Thomas wypuścił mnie nad ranem.Pomógł mi a teraz nie żyje Monica.
-To nie Twoja wina Nadia.
-Moja , tylko i wyłącznie.Gdybym się nie buntowała.Gdybym robiła co mi każe. Nie pobiłby mnie .A Thomas nie zlitowałby się nade mną.
- Nie możesz tak myśleć.Pomógł Ci bo chciał.To była jego decyzja.
- Co z Matthiasem?
-Wpadł do klubu wściekły. Od razu wiedziałam że chodzi o Ciebie.Że jakoś udało Ci się zwiać.Potem wpadła policja.Przesłuchiwali każdego.Pytali o Ciebie.Gdy tylko mnie puścili przyjechałam tutaj.Bylam pewna że tu Cię znajdę.
-Zamknęli Matthiasa ?
-Uciekł tylnym wyjściem.Ale znajdą go zobaczysz.Wiedzą co Ci zrobił.Co zrobił Thomasowi.
-Albo on znajdzie mnie pierwszy- mówię cicho kończąc piwo.
-Może nie.
-Przecież Ty od razu wiedziałaś gdzie będę.On nie jest głupi.
-Nie odważy się tu przyjść,Nadia.
Kręcę głową i idę w kierunku baru po kolejne piwo.Może nie powinnam , ale muszę się jakoś uspokoić.Czy ten koszmar nigdy się nie skończy?Jak długo jeszcze będę ponosiła konsekwencje mojej głupiej decyzji małżeństwa z nim.
-Co teraz z Tobą?Przeze mnie chyba straciłaś pracę?-pytam chcąc zmienić temat.
-Daj spokój.Jakoś dam sobie radę.Pewno wyjadę daleko stąd.Może uda mi się znaleźć inną pracę, zacząć wszystko od początku.
-Co innego może robić dziwka, pamiętasz?-przypominam jej własne słowa.
-Może tam gdzie nikt mnie nie zna, wszytko się ułoży.
-Naprawdę Ci tego życzę Monica.Chciałabym Ci jakoś pomóc bo byłaś dla mnie jedynym oparciem przez te trzy tygodnie.Ale na razie nie potrafię pomóc sama sobie , a co dopiero komuś.
-Wszystko się ułoży.Masz tu przyjaciół, faceta któremu na Tobie zależy.
-Zależy bo nie wie co robiłam.A ja nie potrafię mu tego powiedzieć.
-To nie mów, zapomnij o tym co się stało.Zacznij wszystko od początku- zbiera się do wyjścia.Myślę nad jej słowami , ale jestem pewna że nie potrafiłabym tak.Nie byłabym w stanie ukrywać czegoś takiego.
Dopijam piwo i wychodzę przed hotel razem z nią.Stoimy jeszcze chwilę w ciszy paląc przed wyjściem.
-Odezwij się, gdybyś miała kiedykolwiek ochotę-wciska mi do ręki kartkę ze swoim numerem telefonu.Chowam ją głęboko do kieszeni , wiedząc że raczej nigdy tego nie zrobię.
Lubię ją , ale jej towarzystwo nieustannie będzie mi przypominać o tym co się działo.Już bez niej będzie mi ciężko o wszystkim zapomnieć i wątpię czy kiedykolwiek mi się uda.
Kiwam tylko głową i wchodzę z powrotem do hotelu.Nie czuję się najlepiej.Wypity alkohol i tabletki sprawiają że coraz mocniej wiruje mi w głowie.Marzę tylko o tym żeby położyć się do łóżka.

                                                                    Richard

-Rozmawiałyście z nią? - pytam Selinę, gdy po chwili wracają do hotelu.
-Ona nie bardzo chce z kimkolwiek rozmawiać.Jakaś dziewczyna zaczepiła ją pod wyjściem i zniknęły razem w klubie.
-Jaka dziewczyna?
-A skąd mam to wiedzieć?Nie przedstawiła nas sobie.Może Stephanowi coś powie.Ona tylko z nim rozmawia.
-Przynajmniej tyle - jeszcze niedawno wściekałbym się o to i byłbym zazdrosny.Teraz jestem szczęśliwy że przynajmniej on potrafi do niej trafić.Mam wrażenie że mnie długo się to jeszcze nie uda.

Wpadam na nią gdy wychodzi z windy.Wygląda jakby za chwilę miała zemdleć.Chwytam ją za ramię i prowadzę do jej pokoju.
-Źle się czujesz?
-Chyba nie powinnam pić tego piwa- mówi cicho i kładzie się na łóżku.
-Piłaś?Przecież bierzesz tabletki.
-On nie żyje, pomógł mi , a teraz nie żyje, rozumiesz?- łzy zaczynają spływać jej po twarzy.Nie mam pojęcia o czym mówi.
-Kto Nadia?
-Thomas, wypuścił mnie rano.A Matthias go zabił- jej ciałem wstrząsa szloch.Bez słowa przytulam ją do siebie.Nie protestuje.Trzymam ją w ramionach tak długo dopóki nie zasypia.Próbuję wstać najciszej jak tylko potrafię żeby jej nie obudzić.Niestety gdy tylko się poruszam otwiera oczy.
-Zostań proszę.Ten ostatni raz zostań przy mnie -chwyta mnie za rękę.
-Nigdzie się nie wybieram- kładę się przy niej zastanawiając się nad jej słowami.Dlaczego ostatni raz? Czy ona już nie chce ze mną być?Czy  nie potrafi wybaczyć mi tego sylwestrowego pocałunku od którego wszystko się zaczęło?Co takiego stało się przez te ostatnie tygodnie?Czy to możliwe że Matthias zmusił ją do sypiania z klientami w klubie? Na samą myśl o tym ogarnia mnie przerażenie. Nie mam pojęcia co zrobię gdy to okaże się prawdą.Nie potrafię sobie nawet tego wyobrazić.

Otwiera oczy gdy do pokoju wpadają pierwsze promienie słońca.Spogląda na mnie przestraszona jakby nie miała pojęcia skąd się tutaj wziąłem.Odsuwa się szybko, a na jej twarzy pojawia się grymas bólu, gdy tylko się porusza.
-Co tutaj robisz?
-Spotkałem Cię wieczorem na korytarzu.Źle się czułaś.Prosiłaś żebym został.
-Przepraszam, niewiele pamiętam.
-Nie musisz przepraszać-próbuję chwycić ją za rękę.Patrzy na mnie przez moment.Ale już po chwili spuszcza wzrok. Zabiera tabletki z nocnego stolika i wkłada do ust dwie na raz, popijając szklanką wody.
-Pójdę się ogarnąć.Dziękuję że przy mnie byłeś.Dam sobie już radę sama-podnosi się i idzie w stronę łazienki.




czwartek, 8 lutego 2018

47



                                                               Nadia

Stephan pomaga mi założyć kurtkę i razem wychodzimy z pokoju.Wiem że to konieczne, ale boję się tych wszystkich pytań których na pewno nie uniknę.Cieszę się że to akurat on jest przy mnie.Czuję się przy nim swobodnie.Wydaje mi się że nie ocenia mnie i nie potępia tego co zrobiłam.
-Jedziecie gdzieś?- spotykamy Richarda gdy  podchodzimy do samochodu.
-Nadia zgodziła się pojechać do lekarza.
-Pojadę z Tobą-chwyta mnie z rękę.
-Chciałabym jechać ze Stephanem- spuszczam głowę,nie potrafię spojrzeć mu w oczy.Nie potrafię nawet z nim rozmawiać.
Widzę że chce coś powiedzieć, rezygnuje jednak po chwili i kiwa tylko głową.Stephan tłumaczy mu coś cicho gdy siedzę już w samochodzie.Po chwili zajmuje miejsce obok mnie i odjeżdżamy w stronę szpitala.
-To on powinien być teraz z Tobą Nadia.
-Wcale nie.Nie powinnam nawet tutaj być.Muszę jak najszybciej o nim zapomnieć.
-Co Ty mówisz ?
-Przecież już  nigdy z nim nie będę.Nie chcę się łudzić, Stephan.
-Zależy Ci na nim.A jemu na Tobie.
-Jeszcze.Dopóki nie dowie się co robiłam.
-Przecież on Cię zmusił.
-To niczego nie zmienia.
-Jeśli mu na Tobie naprawdę zależy, to zrozumie.
-A jeśli nie?
-To po prostu na Ciebie nie zasługuje-uśmiecha się do mnie. Chciałabym żeby tak było, chciałabym żeby miał rację.Na razie nie mam prawa nawet o tym myśleć.


Po wykonaniu prześwietlenia, okazuje się że mam tylko stłuczone żebra.To chyba jedyna dobra wiadomość w tym momencie.Lekarz nie odpuszcza i zadaje tysiące pytań na temat tego co mi się stało.Nie mam ochoty odpowiadać.Stephan przekonuje mnie jednak że to konieczne. Że on w końcu musi ponieść karę.W milczeniu czekamy na wezwaną przez lekarza policję.
Nie mam siły kolejny raz mówić tego samego.Nie chcę znowu do tego wracać.Stephan nie opuszcza mnie nawet na chwilę.Siedzi przy mnie gdy kolejny raz wracam do swojego koszmaru. Ściskam  jego rękę, bojąc się że zostawi mnie tu samą.A ja nie dam sobie rady sama z tym wszystkim.
Cicho opowiadam o wszystkim co wydarzyło się od mojego pierwszego  przyjazdu do Obersdorfu kilka miesięcy temu.Na koniec podaję adres Matthiasa i jego klubu.Po kilku godzinach pozwalają nam w końcu stąd wyjść.
W ciszy wracamy do hotelu, swoje kroki kieruję od razu w stronę recepcji.
-Muszę wynająć pokój, nie mogę siedzieć Gregorowi na głowie - odzywam się pierwszy raz od momentu opuszczenia szpitala.Wygrzebuję z kieszeni kurtki pieniądze otrzymane od Thomasa.
-Po co Nadia?Przecież możesz spać u dziewczyn.
-Chcę być sama, męczy mnie to wszystko.
-Ale Ty właśnie teraz nie powinnaś być sama.
-Muszę odpocząć.Nie chcę kolejny raz do tego wracać.A widzę w ich oczach tysiące pytań.
-Każdy z nas się martwił.
-Wiem Stephan-zabieram szybko klucz do pokoju.
-Jakbyś chciała pogadać,jakbyś potrzebowała czegokolwiek, jestem obok-chwyta mnie za rękę , gdy stajemy pod drzwiami.
-Dziękuję , na razie chcę się tylko położyć - całuję go delikatnie w policzek i zamykam za sobą drzwi.

Mam ochotę wyć z bezsilności.Przeraża mnie moja sytuacja.Nie mam pojęcia co dalej.Co będzie jeśli policja zignoruje moje zeznania i nie zajmą się tym.
Boję się Matthiasa, jesteśmy tak blisko niego. I nie , nie boję się o siebie.Mnie już spotkało wszystko co najgorsze.Boję się o nich.Nie mam pojęcia co strzeli mu do głowy, gdy zauważy że mnie nie ma. A zauważy już niedługo, za kilka godzin pewno pojawi się w mieszkaniu Thomasa.
W głowie kiełkuje mi przerażająca myśl że może jednak powinnam tam wrócić. Przecież tylko w taki sposób jestem w stanie ich ochronić.Tylko gdy będę robiła co mi każe nic im się nie stanie.Nie chcę nawet myśleć o tym że moje miejsce może zająć Selina lub Eliza.Nigdy nie wybaczyłabym sobie tego że przez moją głupotę coś im się stało.


                                                              Richard

Spotykam ich gdy razem idą w stronę samochodu.Cieszę się że Stephan namówił ją na wizytę u lekarza.Od razu powinna się tam znaleźć. Tam i na policji. 
On musi w końcu ponieść konsekwencje tego co zrobił.Nadia nie może kolejny raz tego tak zostawić.Nie nalegam gdy nie chce żebym jej towarzyszył, choć nie ukrywam że nie mam pojęcia skąd taka decyzja.Nadia unika mojego wzroku, nie wiem co się dzieje.

Stephan zjawia się u mnie gdy tylko wracają.Jest sam, pewno odstawił Nadię do pokoju dziewczyn.
-Nadia złożyła w końcu zeznania-informuje mnie od progu.
-Zostawiłeś ją u Seliny?
-Nie.Wynajęła pokój.
-Sama?
-Powiedziała że chce odpocząć.To naprawdę jest jej teraz potrzebne.
-Ona nie może być sama Stephan.
-Nie mamy żadnego wpływu na jej decyzję.
-Pójdę do niej- podnoszę się szybko , ale zatrzymuje mnie.
-Daj jej trochę czasu.Ona jest bardzo zagubiona , po tym co się stało.
-Powinienem przy niej być.
-Nie naciskaj Richard.
-Co on jej zrobił?Co działo się przez te tygodnie?
-Nadia pewno sama Ci powie jak dojdzie do siebie.Na razie daj jej zwyczajnie odpocząć.
-Jasne, jak tylko jej to pomoże.


wtorek, 6 lutego 2018

46

                                                             
                                                                            Richard

Selina zniknęła gdzieś z samego rana. Myślałem że zeszła wcześniej na śniadanie, ale gdy zeszliśmy z Elizą nie było jej tam. Jeszcze tego mi brakowało że będę musiał szukać teraz tej gówniary.Tak jakby nie mogła poczekać aż pogadam z Gregorem i resztą chłopaków .
Idę do niego od razu z hotelowej restauracji.Gregor otwiera mi drzwi i już od progu słyszę głos Seliny. Przynajmniej tyle. Jak zwykle nie wytrzymała.Tylko dlaczego Gregor nie powiedział mi że tu jest.Przecież wiedział że jej szukam.
Wpuszcza mnie do pokoju bez słowa. I od razu wychodzi razem z Michaelem.Najpierw widzę Selinę. Siedzi na łóżku i przytula kogoś do siebie. Widzę tylko blond włosy.I już wiem że to ona.
-Zostawię Was samych-moja siostra podnosi się szybko i wychodzi , mimo tego że Nadia próbuje przytrzymać jej rękę. Ciągle nie widzę jej twarzy, opiera głowę na kolanach zasłaniając się włosami.
Siadam przy niej dotykając jej ręki.Odsuwa ją szybko i podnosi głowę. Spoglądam na nią i w moich oczach pojawiają się łzy.Wygląda gorzej niż tamtej nocy.
-Przepraszam - mówi tak cicho że ledwo ją słyszę.
-Ty mnie?Za co Nadia.
-Powinnam powiedzieć Ci że jest moim mężem.Tylko tak bardzo się bałam że Cię stracę.
-Przecież to już nieważne.To się nie liczy- co mnie interesuje czy ma męża czy nie.Najważniejsze jest to że tu jest.Już nigdy nie zostawię jej samej ani na chwilę.
-Jestem..
-Najważniejsze że jesteś tutaj-przerywam jej- nic więcej się teraz nie liczy.
Próbuję ją przytulić ale odsuwa się.Nie mam pojęcia co się dzieje , choć wydaje mi się że to przez ból.Ale przecież Selina tuliła ją do siebie.Nieważne, ważne że jest już przy mnie.Tak wiele pytań mam do niej, tak wiele chciałbym się dowiedzieć. Widzę jednak że jest zmęczona.W jej oczach znów jest smutek.I ból chyba większy niż kiedykolwiek indziej.Kładzie się i przymyka oczy, nakrywam ją kołdrą i czekam aż zaśnie.


Selina z Elizą zmieniają mnie przy niej gdy wychodzę na kwalifikacje.Nie chciałem w ogóle jej zostawiać , ale obie zmusiły mnie do tego.
-Skąd ona wzięła się u Was?-podchodzę do Gregora gdy zmierzamy w stronę  skoczni.
-Siedziała przy drodze.Zatrzymałem się bo myślałem że coś się stało.Nie miałem pojęcia że to ona.
-Dziękuję.
-Każdy zrobiłby to samo.Chcieliśmy ją zawieźć do lekarza.Nie pozwoliła.
-Jak zawsze uparta.
-Lukas ją obejrzał.Ale jedyne co mógł to opatrzyć jej twarz.On twierdzi że Nadia potrzebuje prześwietlenia.Nie potrafi nawet podnieść rąk do góry.Selina pomagała jej w łazience.Porozmawiaj z nią.
-Nie wiem co się stało.Ale wydaje mi się że ona nie chce ze mną rozmawiać.
-Ona w ogóle nie chciała tutaj przyjechać.Ona się boi Richard. Nie mam pojęcia czego, ale panicznie się boi.


                                                                                    Nadia

Selina i Eliza siedzą przy mnie gdy się budzę.Richarda nie ma .I dobrze, nie mam pojęcia jak mam się zachowywać w jego towarzystwie.
-Nie musicie tutaj siedzieć-mówię cicho.Obie nie spuszczają ze mnie wzroku.
-Tak bardzo się cieszę że Cię widzę- Eliza dotyka mojej ręki.
-Też się cieszę Eliza.Myślałam że już nigdy Was nie zobaczę.
-Nawet tak nie mów.
Ktoś wchodzi do pokoju, spoglądam w stronę drzwi, Stephan.Stoi jakby bał wejść się dalej.Dziewczyny podnoszą się i wychodzą, a on zajmuje ich miejsce.
-Richard powiedział mi że tu jesteś-odzywa się cicho.
-Jeszcze raz Cię przepraszam- nie wiem co mam mu powiedzieć.W głowie mam ciągle naszą ostatnią rozmowę.
-To ja powinienem przeprosić Ciebie.Gdybym Cię wtedy nie zostawił na tej ulicy.Nic by się nie stało.
-Prędzej czy później to by się stało.To było nieuniknione Stephan.
-Byłem na Ciebie wściekły.Nie miałem prawa tak do Ciebie mówić.Wcale tak nie myślę- a powinieneś Stephan.Jestem dziwką, nikim więcej.
-Miałeś rację.Jestem..
-Nawet tak nie mów-przerywa mi ,chwytając mnie za ręce.
-Ale to prawda Stephan-podnoszę głowę spoglądając mu w oczy- jak myślisz gdzie byłam przez ostatnie tygodnie?Co robiłam?
-On nie miał prawa.
-Powiedział że jeśli tego nie zrobię, coś stanie się Tobie i Richardowi.Zagroził że Eliza z Seliną dołączą do mnie w klubie- nie wiem dlaczego akurat jemu to mówię. Wydaje mi się że tylko on mnie zrozumie.Tylko on nie będzie mnie oceniał. Tylko z nim potrafię normalnie rozmawiać.
-Nie myśl teraz o tym Nadia.
-Jak mam nie myśleć?Nie mam pojęcia co on zrobi jak dowie się że uciekłam.A jeśli coś Wam się stanie?- na samą myśl o tym wybucham płaczem , a Stephan bez słowa przyciąga mnie do siebie.

-Dziękuję- odsuwam się od niego po chwili.
-Za co Nadia?
-Ty zawsze jesteś wtedy gdy tego potrzebuję.Mimo tego co Ci zrobiłam, znowu siedzisz tu ze mną.
-Od tego ma się przyjaciół co?-uśmiecha się.
-Myślałam że nie chcesz mnie znać, że straciłam Cię tamtej nocy na zawsze.
-No coś Ty. To nie Twoja wina.Zakochałaś się.I wiesz co?Pomyliłem się wtedy.On się zmienił, naprawdę.
Spuszczam głowę , bo w moich oczach znowu zbierają się łzy. Gdybym usłyszała to jeszcze miesiąc temu, umarłabym chyba ze szczęścia. A teraz? Nie cieszy mnie ta wiadomość.Bo i dlaczego miałabym się cieszyć?Nigdy już nie będę z Richardem.Nie zasługuję na niego.Nie zasługuję nawet na to żeby o nim myśleć.



                                                                        Stephan

Nie mogłem uwierzyć jak Richard powiedział mi że Nadia się odnalazła.Całe to jej zniknięcie sprawiło, że nie miałem nawet czasu wkurzać się na niego.
Początkową wściekłość zastąpił nieustający strach o nią w tych ostatnich dniach.I ciągłe wyrzuty sumienia, że gdybym jej nie zostawił na tej ulicy , ona by nie zniknęła.
Gdy staję w drzwiach pokoju Gregora, moje wyrzuty sumienia są jeszcze większe. On znowu to zrobił, znowu pobił ją tak że ledwo może się ruszać.
Wygląda inaczej. I nie chodzi nawet o to że jest tak chuda że ciuchy Seliny na niej wiszą, ani nawet o ślady na jej ciele.Spoglądam jej w oczy i mam wrażenie że wydoroślała przez te ostatnie tygodnie.Po wesołych iskierkach w jej oczach nie ma ani śladu. Gdy zaczynamy rozmawiać, zdaję sobie sprawę z tego ile przeżyła w ostatnim czasie.
Nie mieści mi się w głowie, jak mógł ją zmusić to tego wszystkiego.Jej strach o nas był tak wielki że zgodziła się na wszystko bez słowa. Nie oceniam jej , nie mam prawa.Chyba nikt nie ma. Dla mnie nadal jest tą samą Nadią w której zakochałem się kilka miesięcy temu na skoczni .
I martwię się tylko jak to wszystko przyjmie Richard.Jak zareaguje na to do czego była zmuszana przez ostatnie dni.Bo jeśli informacja o tym że jest mężatką tak go zirytowała to, to będzie o stokroć gorsze. Mam nadzieję że nie skrzywdzi jej kolejny raz, bo wydaje mi się że ona już tego nie wytrzyma. A mimo tego wszystkiego co między nami się wydarzyło zależy mi na niej.Może nie w taki sposób jak kiedyś, ale nie chciałbym żeby znowu cierpiała.
-Zrobisz coś dla mnie?-dotykam jej twarzy i zmuszam ją żeby na mnie spojrzała.
-O co chodzi?-patrzy na mnie wystraszona.
-Pojedź ze mną do lekarza.
-Naprawdę to nie jest konieczne.
-Nadia, proszę.
-Ale tylko z Tobą- zgadza się po chwili i z bólem podnosi się z łóżka.







niedziela, 4 lutego 2018

45

                                                         
                                                                       Nadia

Nie mam siły iść dalej. Jest mi cholernie zimno, nogi odmawiają mi posłuszeństwa. W oddali widzę stację benzynową.Muszę tam dojść, ogrzeję się przynajmniej.Tylko jak mam tam wejść w tym stanie.
Zakładam na głowę kaptur , mając nadzieję że przynajmniej trochę zasłoni moją twarz.
Wchodzę i wygrzebuję z kieszeni pieniądze prosząc o kawę i papierosy.
-Potrzebujesz pomocy?- młody chłopak nie potrafi oderwać wzroku od mojej twarzy.
-Nie, tylko kawy- chcę już stąd wyjść.Ale tu jest ciepło i nie mam już więcej siły.
-Może zadzwonię po pogotowie?-nie ustępuje.A ja zaraz wyjdę stąd zostawiając tą cholerną kawę.
-Nie rozumiesz słowa nie? -podnoszę głos. Bez słowa wydaje mi resztę.Zabieram wszystko i mimo mrozu wychodzę.Nie mogę tu zostać.Wzbudzam zbyt duże zainteresowanie.
Niestety nie jestem w stanie odejść zbyt daleko.Ból wydaje mi się coraz większy.W zasięgu wzroku nie widzę żadnego budynku w którym mogłabym się schronić.Siadam na krawężniku, w miejscu w którym stoję.Pomału wypijam kawę , chcąc jak najdłużej czuć jej ciepło.Zaciągam się papierosem , gdy zatrzymuje się przy mnie samochód.
-Nie możesz tu siedzieć bo zaraz zamarzniesz-znam ten głos, Michael. Jeszcze tego mi brakowało. Pochylam niżej głowę, zasłaniając twarz kapturem i włosami.
-Jedź  Gregor to pewno jakaś ćpunka -czyjś głos dochodzi do mnie z głębi samochodu. Tak jedź, posłuchaj kumpla .
-A jak nie? Jest mróz. Przecież nie możemy jej tak zostawić- Gregor gasi silnik i wychodzi z samochodu - potrzebujesz pomocy?
Nachyla  się nade mną, dotykając mojego ramienia. Kręcę głową nie podnosząc jej.
-Popatrz na  mnie.Na pewno nic Ci nie jest ?
Nie chcę na niego patrzeć.Nie chcę żeby mnie oglądali w tym stanie.Nie chcę żeby w ogóle mnie oglądali. Nie odpuszcza,szarpie mnie za ramię , ból powoduje że odsuwam się do tyłu spoglądając na niego.
-Nadia ? - przerażenie na jego twarzy uświadamia mi jak koszmarnie muszę wyglądać- co Ci się stało? Gdzie byłaś?
-To długa historia - tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.Michael podchodzi z mojej drugiej strony.
-Chodź. Nie możesz tu zostać.
-Nie,naprawdę. Właśnie miałam iść dalej.Nie musicie się martwić.
-Nie zostawimy Cię w tym stanie.Powinien zobaczyć Cię lekarz.
-I policja- dodaje Gregor.
-Żadnego lekarza i żadnej policji.
-Ale tutaj  nie zostaniesz- Michael nie odpuszcza chwytając mnie za rękę. Pomaga mi wsiąść do samochodu.Siadam z tyłu. Manuel przesuwa się robiąc mi miejsce.
- Co tutaj robicie ?
-Mistrzostwa Świata w lotach Nadia- spoglądam na niego z niedowierzaniem,to już.Minęły trzy tygodnie.Tyle trwał mój koszmar. Po chwili zdaję sobie sprawę że inni też tutaj będą.
-Nie mogę jechać z Wami
-Nie ma mowy.Niech Cię przynajmniej obejrzy nasz lekarz.
-Proszę-jeszcze raz próbuję, choć wiem że i tak nie mam szans.

Nie chcę  wyjść z samochodu.Boję się.Gregor stoi przy mnie i tłumaczy że lekarz jest konieczny.Poza tym  powinnam odpocząć.Wysiadam z ociąganiem.Mam tylko nadzieję że nikt mnie nie zobaczy.
-Nikt nie może się dowiedzieć że tu jestem -przystaję przed wejściem.
-Dlaczego? Wszyscy Cię szukali.Richard odchodził od zmysłów.
-Zwłaszcza on Gregor.Obiecaj mi .
-Dobra , chodź - rzuca bylebym tylko za nim poszła.
Prowadzi mnie do swojego pokoju.Michael jest już w środku .Towarzyszy mu jakiś mężczyzna.
-Nadia tak?
Kiwam tylko głową , stojąc przy drzwiach.
-Może wyjdziecie? To przecież nie Wasz kumpel z drużyny tylko dziewczyna -uśmiecha się w stronę chłopaków,a Ci posłusznie opuszczają pokój.
- Jestem Lukas -uśmiecha się do mnie .Ściągam kurtkę z grymasem bólu na twarzy.Nie spuszcza ze mnie wzroku- ściągniesz bluzę?
-Nie potrafię-rezygnuję po chwili.Podniesienie rąk przekracza moje możliwości.Pomaga mi ją rozebrać.Dotyka moich żeber wywołując jęk bólu.
-Musisz jechać na prześwietlenie. Możesz mieć złamane żebra. Nie jestem w stanie Ci tutaj pomóc.
-Nic mi nie jest.Minie niedługo.
-Co Ci się stało?
Nie odpowiadam. Wpatruję się w ścianę.
-Jestem lekarzem.Nikomu nie powiem.
-Mogę dostać tylko coś przeciwbólowego ?- udaję że nie było wcześniejszego pytania.Spogląda na mnie kręcąc głową.
-Jasne.Pozwolisz przynajmniej że zajmę się Twoją twarzą?Masz rozcięty łuk brwiowy i usta.Trzeba to przemyć i opatrzyć .
Kiwam głową, Lukas woła z powrotem chłopaków.
-I jak ?- siadają przy mnie gdy  się mną zajmuje.
-Powinna jechać do szpitala.W najlepszym razie może mieć tylko stłuczone żebra.Nie jestem w stanie stwierdzić niczego bez rtg.Nie potrafiła nawet się rozebrać.
-Nie zachowuj się jak dzieciak Nadia -Gregor spogląda na mnie mrużąc oczy.
-Nic mi nie jest. Wezmę tabletkę i zaraz będzie lepiej .
Nie odzywają się już.Lukas kończy opatrunek i wychodzi szepcząc jeszcze o czymś z Michaelem przy drzwiach.

-Trzymaj kawę- od godziny leżę w kącie łóżka, czekając aż ból ustąpi. Tylko jakoś tak się nie dzieje.
-Dzięki Gregor.Wypiję i się zbieram.
-Straszny z Ciebie uparciuch. Odpocznij kilka dni.
-Nie mogę tu zostać.
-Dlaczego ?- nie zdążam odpowiedzieć gdy słyszę pukania do drzwi.Gregor podnosi się i idzie w ich kierunku.
-Potrzebujemy Waszej pomocy -Selina, co ona tutaj robi.
-O co chodzi? - błagam Gregor nie wpuszczaj jej.Ona nie może mnie zobaczyć.
-O Nadię .Kawałek stąd jest klub nocny.Ona może tam być.Richard z chłopakami już tam byli.
-Wejdź- obiecałeś Gregor.
Słyszę trzask zamykanych drzwi. Siadam na łóżku patrząc wprost na nią.Staje nie wiedząc co się dzieje , już po chwili jest przy mnie.Wybucha płaczem , obejmując mnie. Łzy same lecą po mojej twarzy. Nie wiem czy z powodu bólu , czy ze szczęścia że znowu ją widzę.
-Co on Ci zrobił?- pyta cicho nie wypuszczając mnie z objęć.
-To nieważne Selina.
Odsuwa się , nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Richard-zrywa się z miejsca-pójdę po niego.
-Nie, Selina-prawie krzyczę.
-Co jest Nadia? Przecież on szaleje bez Ciebie.
-Nie chcę go teraz oglądać- mówię cicho.
-Przemyśl to proszę- uśmiecha się do mnie-jak się tutaj znalazłaś? Co się stało?
-Nie dzisiaj Selina, nie mam siły o tym mówić- nie jestem w stanie jej tego opowiedzieć, nie chcę - możesz załatwić mi coś do ubrania? Nie mam przy sobie niczego.Tylko tak żeby nikt się nie dowiedział.
-Przyniosę Ci na razie coś swojego lub Elizy-mierzy mnie z góry do dołu i znika za drzwiami.

-Widział Cię ktoś?-pytam gdy tylko pojawia się z powrotem.
-Richard zszedł z Elizą na śniadanie.Zapewne za chwilę zaczną mnie szukać.
-Idź lepiej , proszę.
-Nie zostawię Cię samej .Gregor przyniesie nam coś do pokoju mijałam się z nim na korytarzu.A teraz chodź .Pomogę Ci w łazience.
Jestem jej wdzięczna, nie mam pojęcia jak poradziłabym sobie sama.Ból nie chce zmniejszyć się po lekach. Nie potrafię się sama rozebrać. Selina spogląda na mnie gdy wychodzę z pod prysznica i zakładam jej ciuchy.
-Jadłaś w ogóle przez ten czas?
-Czasami, nie byłam głodna.
Kręci głową , rozczesując mi mokre włosy .

-Brat Cię szuka. Chyba myśli że zwiałaś do klubu- Gregor  z Michaelem stawiają przed nami śniadanie , gdy wychodzimy z łazienki.
-Idź Selina - biorę kawę do ręki nawet nie spoglądając na jedzenie.
Nie odpowiada, przytula mnie do siebie gdy rozlega się pukanie do drzwi. Podciągam nogi pod brodę i opieram głowę na kolanach. Jestem pewna że to on.Mam ochotę wstać i schować się w łazience.Wiem jednak że to dziecinne.Muszę się z tym zmierzyć i spojrzeć mu prosto w oczy.







sobota, 3 lutego 2018

44


                                                                           Nadia

Nie wiem jak długo tu  jestem.Tydzień, a może dwa. Wszystkie dni zlewają się w jedno i wyglądają tak samo. W dzień śpię, w nocy robię to co robię.Nie potrafię tego nawet nazwać. I nadal nie jest lepiej.Z dnia na dzień jest gorzej. Jestem coraz słabsza, prawie nic nie jem. Nie potrafię, wystarczy kawa i alkohol.
-Mogę?-sięgam po paczkę papierosów leżącą przy Monice.
-Przecież nie palisz- mówi, ale podsuwa ją w moim kierunku.
-Jakoś przyszła mi ochota- zaciągam się nerwowo , dostając ataku kaszlu. Następnym razem jest już lepiej. Jakoś mnie to uspokaja.
-Jesz coś w ogóle?
-Nie jestem głodna.
-Wykończysz się Nadia.
-Wtedy to wszystko się skończy.
-Zwariowałaś? Nie możesz nawet tak myśleć- chwyta mnie za rękę.
-Nigdy się do tego nie przyzwyczają.Nie chcę tu być.Gdzie indziej zresztą też już nie.
-Wydaje Ci się tak tylko.
-To nieważne Monica.I tak nikt na mnie nie czeka , tam w tym lepszym świecie.Straciłam go na zawsze .On nie chce mnie znać .
-Ten twój Richard?
-Już nie mój.
-On tu był, z trójką kumpli.Laura próbowała ich naciągnąć.Wściekła się bo jej nie wyszło.
Zamieram, przestaję oddychać.Jak to był? Po co? On nie chce mnie znać.
-Kiedy Monica?
-Na samym początku, nie wiem, wtedy gdy Ciebie nie było.
I już wiem dlaczego Matthias nie chciał żebym zeszła na dół.Na początku ogarnia mnie wściekłość, przecież mogłam się stąd wydostać.Gdybym była już wtedy na dole.Za chwilę jednak dociera do mnie że to dobrze.I co że był? Co to zmienia? Już nic. Ja już zawsze pozostanę tym kim jestem teraz.Dziwką.Nikim więcej. Nigdy z nim nie będę. Nienawidzę siebie tak bardzo.


Od kilku dni nie potrafię myśleć o niczym innym tylko o tym dlaczego Richard tutaj był. Przecież wyraźnie powiedział że nie zamierza mnie szukać.Więc po co? W jakim celu? Zresztą to już nieważne , nic już nie jest ważne.
Siedzę skulona na łóżku.Thomas jak zwykle przed wyjściem do klubu przynosi mi kawę i jedzenie.
Wkładam kanapkę do ust , próbując przełknąć choćby kawałek.Niestety nie potrafię, na samą myśl o jedzeniu mam ochotę biec do ubikacji.
-Możesz wyjść ? Chcę się ubrać- próbuję wstać, ale kręci mi się w głowie.
-Mówiłem że musisz jeść- Thomas dotyka mojej ręki- nie dasz rady iść dzisiaj do klubu.
-I dobrze- prycham cicho.
-Matthias się wścieknie.
-Nie boję się go Thomas.On nic więcej nie może mi zrobić- patrzę mu prosto w oczy.
-Jesteś inna niż one wszystkie-spogląda na mnie przez chwilę , zanim wychodzi.

Matthias zjawia się parę minut później.Jest wściekły , gdy wchodzi do pokoju.
-Myślisz że jak będziesz słaba , przestaniesz pracować?
Nie odpowiadam, jak zwykle .Nie mam ochoty na rozmowę z nim.Cisza z mojej strony wkurza go jeszcze bardziej. Widzę tą samą wściekłość w jego oczach , co wtedy w Obersdorfie. O dziwo naprawdę się nie boję. Patrzę mu prosto w oczy gdy zaczyna mnie bić.Znów czuję metaliczny smak krwi w ustach. Nie protestuję, nie próbuję nawet uciekać , nie mam siły i nie mam dokąd.


                                                                   Richard

Trzy tygodnie, już prawie tyle minęło od tej cholernej sylwestrowej nocy. Nie mam pojęcia gdzie ona jest. Nie wiem co mogę jeszcze zrobić.Kilka dni temu przyjechałem  do rodzinnego domu, przed kolejnymi zawodami. Atmosfera jest napięta, tu też wszyscy się o nią martwią.
-Sprawdzicie jeszcze raz ten klub?- Selina nadal nie odpuszcza.Mimo że ja nie jestem już tak pewny że ona jest z nim.Przecież mieszkam koło niego.Całymi dniami jest w domu. A jej nie ma.
-To nic nie da Selina. Nawet gdyby tam była, to jak Matthias nas zobaczy nie ściągnie jej tam.
-Zaczynają się mistrzostwa w Obersdorfie Richard.Pogadajmy z chłopakami z innych kadr.Niech ktoś to sprawdzi.
-Postaram się młoda.
-Zabierzesz nas?
-Jasne, jak tylko chcecie - wiem co ona kombinuje. Zdaję sobie sprawę z tego że będzie sama chciała iść do tego klubu.
-Pójdziemy się spakować.
-Selina tylko bez numerów.Jeszcze tego brakowało żebyśmy musieli szukać Ciebie.


Podjeżdżamy pod hotel w Obersdorfie, późnym wieczorem. Ostatnio zacząłem się zastanawiać po co w ogóle startuję w tych wszystkich zawodach odkąd jej nie ma. Skoki przestały mnie cieszyć i tak naprawdę za każdym razem ledwo kwalifikuję się do konkursu.Chyba tylko po to żeby choć przez chwilę o niej nie myśleć.Ale czasem nawet gdy siedzę na belce startowej mam ją przed swoimi oczami. Inaczej nie potrafię.
 Zastanawiam się czy jeszcze kiedykolwiek ją zobaczę.Czy będę mógł przytulić ją do siebie i przeprosić za wszystko. Czy będę miał okazję powiedzieć jej jak bardzo mi na niej zależy.


                                                             Nadia

Chyba straciłam przytomność. Otwieram oczy i widzę wpatrującego się we mnie Thomasa.Coś mi to przypomina.Tylko wtedy był przy mnie on.Wtedy byłam już bezpieczna. A teraz nie.
-Mówiłem że się wścieknie, Nadia.
-Mówiłam że się nie boję- odpowiadam cicho.
-Chodź , ogarniesz się jakoś- pomaga mi wstać. Spoglądam w lustro nad umywalką. Wspomnienia wracają, wyglądam tak samo koszmarnie jak wtedy.Tylko teraz nie ma przy mnie Richarda.
Przemywam twarz, nie potrafię podnieść rąk.Wszystko mnie boli.A jego tu nie ma żeby mi pomóc.
Wracam do pokoju, Thomas natrętnie przynosi mi kanapki.
-Zjedz , proszę.
-Prosisz?-jestem zdziwiona.
-Zjedz musisz mieć trochę więcej siły- patrzy na mnie tak jakoś inaczej niż wcześniej.Staram się coś przełknąć , choć do wstrętu dołączył jeszcze ból. Czeka tak długo aż talerz nie jest pusty.
-Prześpij się - wychodzi zostawiając mnie samą,kładą się  próbując zasnąć. Zastanawiam się nad jego słowami.Po co mi więcej siły?Teraz przynajmniej nie muszę tam chodzić.

-Wstawaj Nadia - Thomas delikatnie dotyka mojego ramienia.
-Nie mam siły, wszystko mnie boli- po co mnie budzi .Na dworze jest jeszcze ciemno.Ból całego ciała jest nie do zniesienia.
-Matthias pojechał już do domu.
-I budzisz mnie z tego powodu?-odbiło mu chyba kompletnie, spoglądam na zegarek.Dochodzi czwarta nad ranem.
-Musisz się ubrać- spogląda na mnie tak dziwnie nie wiem o co mu chodzi.Zakładam pierwsze z brzegu spodnie, wiszą na mnie jak na wieszaku.Wciągniecie bluzy przez głowę, kończy się łzami.Nie potrafię się ruszać.
-Buty i kurtka.
-O co chodzi Thomas?Nie mam siły nigdzie wychodzić.
-Musisz stąd uciec.Kolejnym razem Cię zabije.
Otwieram oczy wpatrując się w niego ze zdumieniem.On każe mi stąd uciec.Dlaczego?
-Dlaczego?Nie rozumiem dlaczego to robisz?
-Bo jesteś inna, nie pasujesz tu-patrzy mi w oczy, po chwili jednak prycha ze złością-Idź już do cholery , bo zaraz się rozmyślę.Trzymaj, więcej nie mam.
Wkłada mi do ręki zwitek banknotów.Chowam je do kieszeni spodni , próbując się uśmiechnąć.Zakładam buty i kurtkę najszybciej jak tylko potrafię przy tym bólu.Chwytam klamkę , gdy dotyka mojego ramienia.Strach  że się rozmyślił , paraliżuje mnie.
-Przepraszam- patrzę na niego nic nie rozumiejąc- to ja zauważyłem Cię na tej skoczni.
Kiwam tylko głową, mimo wszystko uśmiecham się delikatnie.Jest współwinny mojego koszmaru, ale pomógł mi teraz.Tylko to się liczy.
-I tak dziękuję.
Znikam za drzwiami, nie zważając na ból zbiegam po schodach.To koniec.Tylko co teraz? Nie mam gdzie pójść.Nie mam nawet pojęcia w którym kierunku.Wiem tylko że nie powinnam kierować się w stronę Obersdorfu.












czwartek, 1 lutego 2018

43

                                                                            Richard

-Naprawdę chcesz tam jechać? - Markus spogląda na mnie gdy ładujemy się do samochodu .
-Przecież jej tam nie zostawię.
-Wczoraj mówiłeś coś innego.
-Daj spokój. Byłem wściekły.Zresztą nadal jestem..
-Zależy Ci na niej -wpatruje się we mnie ze zdumieniem - naprawdę Ci na niej zależy.
-A tam od razu zależy - przed nimi nie muszę się przyznawać do cholery- martwię się o nią.
-Akurat , nawet nie skorzystałeś wczoraj z okazji - wybucha śmiechem Andreas.
-A co z każdą muszę sypiać?- prycham. Nie odpowiadają. I dobrze nie chce mi się gadać.


  Klub nocny, tu nas jeszcze nie było.Już widzę te nagłówki gazet jak tylko ktoś nas zobaczy.Ale to nieważne, ona jest teraz najważniejsza.Przecież musi tu być.Nie dopuszczam do siebie myśli że jest inaczej.
Gdy tylko zajmujemy miejsce przy jednym z wolnych stolików , pojawia się przy nas wysoka blondynka.
-Szukacie towarzystwa?-uśmiecha się i siada pomiędzy nami.
-Szukamy Nadii-rzucam.
-Chętnie zastąpię Wam Nadię.
-To chyba nie jest konieczne -prycha Andreas.
-Znasz ją?Jest tutaj?
-Daj spokój , po cholerę Wam jakaś Nadia?
-Mogłabyś po prostu odpowiedzieć?-Markus jest coraz bardziej zirytowany.Mnie też zaczyna męczyć to miejsce. Jak ktoś może tu przychodzić i płacić za seks , tym wszystkim pannom.To jakiś obłęd.
-Nie ma tu żadnej Nadii-warczy zirytowana i odchodzi wiedząc że niczego nie ugra.
-Myślisz że mówiła prawdę?
-Nie mam pojęcia Stephan , nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.
-Wydaje mi się że jej tu nie ma - Andreas stwierdza to o czym zaczynam się przekonywać.
-Założę się że Matthias nas zauważył.I nawet jak miała tu być i tak jej już dzisiaj nie ściągnie.
-Niepotrzebnie się tu zjawiliśmy Richard- spogląda na mnie Stephan- to Markus z Andreasem powinni tu wejść.
Teraz to wiem.Nawaliliśmy i kolejnej szansy już mieć nie będziemy.
-Nie ma sensu tu siedzieć, zbierajmy się -Markus pierwszy podnosi się z miejsca. Wstajemy zaraz za nim bo wiem że ma rację.

                                                                          Nadia

-Zostajesz tu dzisiaj - Matthias staje w drzwiach. Jest wściekły.
Nie pytam dlaczego. Nie muszę wiedzieć . Ważne że nie muszę tam iść.
-Nie przyzwyczajaj się. To tylko dzisiaj - podchodzi bliżej i siada przy mnie na łóżku.
Mimowolnie odsuwam się nie chcąc nawet go dotknąć.
-Nie zapominaj że jesteś moją żoną- śmieje się wsuwając mi rękę pod sukienkę. Niestety nie zapominam. Tego nie da się zapomnieć.Mimo że tak bardzo bym chciała.
Zaciskam oczy myśląc o tym żeby już skończył.Nie wiem kto jest gorszy. On czy tamci  na dole.
Choć nie, jednak wiem. On , udawał że mnie kocha ożenił się ze mną, tylko po to żeby później na mnie zarobić.

-Zjedz coś w końcu- Thomas pojawia się w pokoju gdy tylko zamykają się drzwi za Matthiasem.
-Nie jestem głodna- odsuwam ze wstrętem talerz. Kawę jednak zabieram.
-Musisz jeść.
-Nie chcę, czego nie rozumiesz?
-Rób co chcesz- prycha , ale siada na przeciwko mnie .
-Czemu nie idę dziś na dół?
-Nie wiem. Matthias kazał mi z Tobą siedzieć.Ciesz się.
-Cieszyć się będę jak to się skończy.
-Jeszcze nie zrozumiałaś, że to się nigdy nie skończy? Nawet jak jakimś cudem stąd zwiejesz.On znowu Cię znajdzie.
-Wszystko się kiedyś kończy.
Patrzy na mnie , ale nie odzywa się.Dopijam kawę i zwijam się w kłębek na łóżku.Siedzi jeszcze przez chwilę , po czym wychodzi zostawiając mnie samą.

                                                                       Richard

-Dlaczego jej z Tobą nie ma ?- Selina wybucha płaczem, Mam ochotę zrobić to samo.
-Nie było jej tam. Pewno dlatego że on nas zobaczył.
-Mówiłam że pojadę z Wami.
-I co by to zmieniło? Ciebie też widział.
-Zrób coś. Znajdź ją- patrzą na mnie obie błagalnym wzrokiem.
-Jak Selina? Nie mam pojęcia gdzie ona może być.
-To Twoja wina - zaczyna okładać mnie pięściami. Nie odsuwam się bo wiem że ma rację.Gdybym jej wtedy nie pocałował. Gdybym nie myślał tylko o sobie.Ona nadal by tu była.
-Wiem- mówię tylko cicho i przytulam ją do siebie.
Wczorajsza złość ustępuje strachowi. Gdybym mógł dopiero dzisiaj odebrać ten telefon. Nigdy nie powiedziałbym czegoś takiego.Martwię się że po tym co usłyszała, nie będzie miała chęci by walczyć o siebie. Podda się i nie będzie nawet próbować mu się przeciwstawić. Kolejny raz zachowałem się jak skończony idiota.
Selina ma rację, nigdy nie będę na nią zasługiwał.


                                                                       Nadia

Kolejny wieczór.Miało być lepiej.Niestety nie jest.Wydaje mi się że jest jeszcze gorzej i nigdy lepiej nie będzie.
Monica spogląda na mnie gdy wchodzimy do klubu.Od razu zabiera z baru dwa drinki i siada ze mną przy stoliku.
-Jak się trzymasz ?
-Koszmarnie.
-Z każdym kolejnym dniem będzie lepiej - mówi cicho.Nie wierzę w to. Jak może być lepiej w tym miejscu.
-Jak tu trafiłaś?
-Jak większość.Myślałam że szybko i łatwo zarobię.
-Jesteś tu z własnej woli? - nie jestem idiotką .Wiem że niektóre wybierają takie życie.Ale jednak dziwi mnie to.
-Chyba wszystkie jesteśmy tu z własnej woli.Ty za kilka dni też przestaniesz się buntować.
-To niemożliwe Monica.
-Zobaczysz że tak będzie.Przecież po tym jak prześpisz się z tyloma klientami nic Cię już na zewnątrz nie czeka.Każda po krótkim czasie zdaje sobie z tego sprawę.Bo co innego może robić dziwka?
Patrzę na nią kolejny raz przełykając łzy. Wiem że ma rację.No bo co innego mi pozostanie. Przed oczami widzę twarz Richarda. Przychylam szklankę wypijając wszystko za jednym razem.Muszę przestać o nim myśleć. Jestem dziwką, nie mam prawa.