środa, 10 stycznia 2018

26



                                                                      Nadia
-Dlaczego mi nie powiedziałaś do cholery?-wybucham nie zwracając uwagi na innych.
-No przecież mówiłam, że na początku też nie wiedziałam, potem jakoś nie było okazji, a dziś gdy zobaczyłam Was na tym lotnisku przez moment przeszło mi przez myśl że Richard powinien Ci powiedzieć, dopiero potem zorientowałam się że nic nie wiesz.
-On miał mi powiedzieć?!Przecież my ledwo z sobą rozmawiamy i już wiem dlaczego, nie znoszę go.Nie mam pojęcia jakim cudem wytrzymałam tyle dni w jego towarzystwie.
-No widok na lotnisku pokazywał jednak coś innego-wybucha śmiechem Eliza , nie zważając na moją złość.
-Nawet się nie odzywaj, mogę Ci obiecać że już nigdy nie będziesz czegoś takiego oglądać-rzucam w jej stronę i zwracam się w kierunku Diany i Christiana- przepraszam za kłopot, za to że musiałeś po nas wyjeżdżać i za to że marnowałyśmy Wasz czas.Jeśli jest taka potrzeba , zostaniemy dopóki nie znajdziecie nikogo na nasze miejsce, jeśli nie, wolałabym już dzisiaj stąd wyjechać.
-Zwariowałaś?-przyjaciółka spogląda na mnie szeroko otwartymi oczami.
-Chciałam zacząć wszystko od nowa, z dala od Matthiasa i od nich wszystkich, jak mam to zrobić w tym miejscu Eliza?
-Nadia, dobrze wiesz że nie mamy dokąd pójść.
-Coś wymyślę Eliza, to naprawdę nie jest dobry pomysł żebyśmy tutaj zostały.
-Porozmawiajmy na spokojnie , usiądźcie -zamiast Elizy , zwraca się do mnie Diana, nie wiem czemu posłusznie idę za nią i siadam przy stole- Richard zachował się trochę nie w porządku w stosunku do Ciebie.
-Nie pierwszy raz- prycham tylko cicho, spoglądając jej w oczy.
-Nie wiem co Was łączyło, chyba nawet Wy sami tego nie wiecie, bo Twoje słowa przeczą słowom Twojej przyjaciółki- uśmiecha się do mnie delikatnie- on też nam nic nie powiedział, zadzwonił w nocy do Christiana prosząc żeby odebrał Was z lotniska , w kilku słowach streścił Twoją sytuację i tyle. Nie mam pojęcia dlaczego nie powiedział Ci dokąd jedziesz jak poznał adres, mogę Cię tylko  przeprosić za mojego syna.Może bał się że zrezygnujesz, a wiedział że potrzebujesz tej pracy.
-Bał się że zrezygnuję i będzie dalej musiał znosić moje towarzystwo.
-Naprawdę nie wiem- wybucha śmiechem- Wasza relacja widzę jest trochę skomplikowana.
-Dobre sobie, trochę- uśmiecham się w końcu , mimo tego że nadal jestem na niego wściekła.
-Nie będę Cię namawiać żebyś została, ale przemyśl to,  jego prawie tu nie ma, przecież na stałe mieszka w Obersdorfie, Wy potrzebujecie tej pracy, a ja potrzebuję tutaj pomocy. Nie ukrywam że chciałabym żebyście były to Wy.
-Nadia, no proszę- Elizka szarpie mnie za rękę , a ja wiem że Diana ma rację, potrzebujemy tej pracy i mimo wszystko jest to jednak najlepsze miejsce na jakie mogłyśmy trafić.Nie zmienia to jednak faktu że jestem na niego tak wściekła , że mam ochotę płakać ze złości.
-Ale będę mogła brać wolne gdy będzie tu przyjeżdżał?-pytam po chwili zastanowienia.
-Obiecuję, jeśli tylko będziesz chciała.A teraz powinnyście chyba odpocząć , zapewne jesteście zmęczone-dodaje i prowadzi nas na górę.


                         
Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi pokoju, Eliza zniknęła w łazience  , a ja zajęłam się rozpakowywaniem naszych rzeczy. Musiałam czymś się zająć, bo jedyne na co miałam teraz ochotę to zadzwonić do niego i powiedzieć mu co tak naprawdę o nim myślę.Jak w ogóle mógł ukryć przede mną to że jadę do domu jego rodziców, nie mieści mi się to w głowie.Zrobiłam z siebie kompletną idiotkę przed jego mamą i bratem.Do tego oczywiście nie potrafiłam pohamować swojej złości i od razu w pierwszy dzień musiałam wybuchnąć. Nie mam pojęcia do czego byłabym zdolna gdyby był teraz przy mnie.
Zdaję sobie jednak sprawę z tego że telefon do niego nie jest najlepszym pomysłem, boję się  że gdy usłyszę jego głos w słuchawce, z moich planów nawrzeszczenia na niego nic nie wyjdzie  i powiem coś całkowicie innego, czego będę żałować przez długi czas . A on będzie miał niezły ubaw, bo zapewne teraz tak naprawdę już nawet nie myśli o tym co było między nami przez ostatnie dni.
Miałam tylko nadzieję że w tak napiętym kalendarzu zawodów Pucharu Świata, on nie będzie miał wielu okazji żeby odwiedzać rodzinny dom, a po kilku miesiącach gdy sezon dobiegnie końca ja też zapomnę o tym co się wydarzyło między nami.
Najgorsze w tym wszystkim było to że będąc tak blisko Richarda, jestem też blisko Stephana i z tym już nie mam pojęcia jak sobie poradzę.Richard nawet jakby uszanował moją prośbę żeby nie zdradzać miejsca mojego pobytu, w co oczywiście nie wierzę, nie da rady długo ukrywać tego że pracuję u jego rodziców. Jestem pewna że kiedyś będę musiała stanąć z tą dwójką twarzą w twarz i na dzień dzisiejszy nie jestem sobie w stanie nawet tego wyobrazić.
Eliza  wychodzi z łazienki i kończy układać nasze rzeczy , a ja idę pod szybki prysznic, wychodzę po chwili i mimo tego że wydaje mi się że nie zasnę z nadmiaru wrażeń, usypiam w momencie gdy tylko przykładam głowę do poduszki.

Budzę się gdy za oknem zaczyna się już ściemniać, gdy tylko zdaję sobie sprawę z tego że to pierwsza pobudka od kilku dni w której nie uczestniczył Richard robi mi się dziwnie smutno, szarpię Elizę za rękę bo nie mam ochoty na wspominanie ostatnich dni, chyba najwyższy czas zabrać się za pracę i zapomnieć o wszystkim, o ile to w ogóle możliwe w tym towarzystwie.
Już po chwili schodzimy na dół z zamiarem przynajmniej krótkiego spaceru po najbliższej okolicy.
-Chciałyśmy się przejść- uśmiecham się do siedzącej w salonie Diany.
-Może najpierw coś zjecie?
-No tak jak zwykle zapomniałam o jedzeniu-wybucham śmiechem zastanawiając się kiedy ostatni raz miałam coś w ustach.
-No to chodźcie, spacer może poczekać-prowadzi nas do kuchni , gdzie zostajemy nastolatkę tylko kilka lat młodszą od nas , gdy tylko na nią spoglądam wiem że jest jego siostrą.
-Jestem Selina , a Wy pewno Nadia i Eliza- uśmiecha się podając nam rękę.
-Ciekawe czy jest tu ktoś kto o nas nie słyszał.
-Chyba nie -wybucha śmiechem, a ja mam przeczucie że dogadam się z nią na pewno szybciej niż z jej bratem.


poniedziałek, 8 stycznia 2018

25

                                                                      Nadia
Nad ranem lądujemy na jakimś czeskim lotnisku, kompletnie nie mam pojęcia gdzie się znajdujemy i jak dostaniemy się na miejsce.
-Czechy?Myślałam że zostajemy w Niemczech-patrzę zdezorientowana na Elizę , a ona wybucha śmiechem.
-Stąd mamy najbliżej, to blisko granicy.Naprawdę coś Cię tak pochłonęło że nawet nie sprawdziłaś gdzie lecisz?
-Nie zaczynaj -prycham tylko w jej stronę.
-Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.
-Co teraz?-rozglądam się dookoła wychodząc z lotniska próbując znaleźć jakiś postój taksówek czy cokolwiek co pozwoli nam się wydostać.
-Najlepiej będzie jak poczekamy tutaj do rana i znajdziemy jakiś transport-pewność siebie Elizy trochę maleje gdy rozgląda  się po ciemnym i pustym parkingu o tej godzinie.
-Chyba masz rację- odwracam się i ciągną ją  z powrotem w stronę hali lotniska gdy ktoś łapie mnie za rękę.
-Przepraszam za spóźnienie- jakiś  mężczyzna z uśmiecham się w nas wpatruje.
-To chyba pomyłka - rzucam krótko próbując odejść ,ale nie ustępuje.
-Nadia i Eliza,prawda?Jestem Christian ,miałem Was odebrać.
-Jak to?To chyba niemożliwe- zaczynam się bać, w mojej głowie  rodzi się myśl że Matthias się dowiedział i kogoś tu przysłał, choć wiem że to nierealne.
-Zaczynacie dzisiaj pracę u moich rodziców-podaje nazwę pensjonatu ale niewiele mi to mówi,za to Eliza wybucha śmiechem.
-Nikt nie wiedział że tu będziemy-ja nadal mu nie ufam , mimo tego że ona swobodnie rusza za nim.
-Ktoś wiedział, chodź- Elizka nadal się śmieje ciągnąc mnie w stronę samochodu.Wkładamy walizki do bagażnika i wchodzę niechętnie do samochodu wciąż nie będąc pewna czy dobrze robię.
-Wszystkich pracowników tak odbierasz ? -prycham po kilkunastu minutach jazdy, chcąc przerwać denerwującą ciszę.
-Nie, tylko tych wyjątkowych.
-To chyba źle trafiłeś, my jesteśmy całkowicie zwyczajne, nie ma w nas nic wyjątkowego.
-Słyszałem coś innego -wybucha śmiechem.
-Słyszałeś? -wybucham , strach powoduje we złość , Eliza próbuje mnie uspokoić szarpiąc mnie za rękę - skąd wiedziałeś że tu będziemy?
-Ona naprawdę nie wie dokąd jedzie?-Christian zwraca się do Elizy , czym powoduje u mnie jeszcze większą wściekłość.
-Co jest grane Eliza?
- Przepraszam, na początku też nie miałam pojęcia. Potem jakoś nie było okazji, chciałam powiedzieć Ci dzisiaj ale stchórzyłam i wolałam żebyś dowiedziała się na miejscu.
-Nadal nic nie rozumiem.Czy Matthias ma z tym coś wspólnego?- ogarnia  mnie coraz większy  strach.
-Zwariowałaś?!
-Więc o co chodzi Eliza? Coraz bardziej się boję- mówię  cicho , lecz zanim zdąża  odpowiedzieć samochód zatrzymuje się i jesteśmy na miejscu.
-Chodź, tylko proszę nie złość się, naprawdę nie mogłyśmy trafić lepiej.
Wychodzę niechętnie z samochodu, Christian zabiera nasze bagaże i podążamy w stronę budynku, mimo wczesnej pory w oknach na dole pali się światło, przekraczam próg domu, nie wiedząc czego mogę się spodziewać.
Christian zostawia nasze walizki w korytarzu i prowadzi do salonu, ciemnowłosa kobieta siedzi przed laptopem, popijając kawę.Gdy stajemy w drzwiach podnosi się i z uśmiechem podchodzi podając nam dłoń.
-Cieszę się że już jesteście.Jestem Diana , proszę mówcie mi po imieniu-uśmiecha się spoglądając na nas-Ty pewno jesteś Eliza, a Ty Nadia?
-Bardzo nam miło-Eliza odzywa się jako pierwsza, a ja tylko stoję rozglądając się po pomieszczeniu.
-Jeśli nie czujesz się jeszcze zbyt dobrze, praca może poczekać-zwraca się do mnie.
-Nie , nic mi nie jest naprawdę-patrzę na nią zaskoczona, ślady na mojej twarzy są już ledwo widoczne , myślałam że dobrze je ukryłam pod delikatnym makijażem.
-To naprawdę nie problem.
Nie mam pojęcia co się dzieje, spoglądam na Elizę, ale nie sądzę żeby opowiadała moją historię obcym ludziom, znam ją na tyle i wiem że mogę jej zaufać, nie paplała by na prawo i lewo o tym co mi się stało.Zresztą sama tak do końca nie znała ostatnich wydarzeń, nigdy nie opowiedziałam jej jak mocno Matthias pobił mnie ostatnim razem.
-Przepraszam ale nie bardzo rozumiem, nie ma powodu żebym była inaczej traktowana, przyjechałam tutaj do pracy i będę ją wykonywać najlepiej jak potrafię-cała sytuacja powoli zaczyna wyprowadzać mnie z równowagi.
-Nadia-Eliza znów stara się zapanować nad moją złością.
-No co?Mógłby ktoś w końcu wytłumaczyć mi o co chodzi?-prycham tylko w kierunku przyjaciółki , wzbudzając uśmiech na twarzy Christiana i zwracam się do niego-skąd widziałeś o której i gdzie masz nas odebrać?Przecież nikt o tym..
Przerywam , zdając sobie sprawę że jednak ktoś wiedział, jedna osoba doskonale zdawała sobie sprawę o której wylądujemy i na jakim lotnisku.Przypominam sobie wybuch jego śmiechu na widok adresu pensjonatu do którego się wybieramy, jedyne na co mam teraz ochotę to wyjść stąd czym prędzej i nigdy więcej nie wracać.

                        Richard
Gdy tylko zniknęły w hali odlotów zadzwoniłem do Christiana , przecież ktoś musiał je odebrać.Nie wyobrażałem sobie zostawić ich samych nad ranem na jakimś lotnisku, gdzie nie znają nikogo.
Nie chciałem się wdawać w zbędne szczegóły tego co nas łączyło przez ostatnie dni , ale musiałem mu przynajmniej trochę przybliżyć jej sytuację. Zdawałem sobie sprawę z tego jak Nadia się wścieknie jak się dowie , dokąd pojechała. Dobrze że byłem tak daleko, bo pewno cała jej złość skupiła by się na  mnie że to przed nią ukryłem. Jak miałem jej wytłumaczyć że nie chciałem jej mówić prawdy, bo zapewne zrezygnowałaby z tej pracy od razu chcąc odciąć się od wszystkiego i wszystkich.
Zrezygnowany zaparkowałem samochód  i wszedłem do pustego domu. Była tu tylko kilkanaście dni, a tak mocno przywiązałem się do jej obecności tutaj.

Spoglądam na zegar i zdaję sobie sprawę z tego że od kilku godzin siedzę i wpatruję się w załączony telewizor. Za kilka minut rozpoczyna się kolejny trening chłopaków którzy zdążyli już z krótkiego zgrupowania w Austrii . Chyba najwyższy czas wyrzucić ją ze swojej głowy i zabrać się za porządne treningi.
Zbieram się pomału w stronę skoczni bo nie mam pojęcia jak zachować się przy Stephanie, co zrobić z wiedzą na temat jej miejsca pobytu.Przecież nie będę wstanie ukrywać tego w nieskończoność. W końcu i tak się dowie gdzie ona jest , a wtedy na pewno wszystko skomplikuje się jeszcze bardziej.

                                                                                 Stephan
Gdy zobaczyłem Richarda zbliżającego się do skoczni wiedziałem że to już. Że właśnie wyjechała, na długo  znikając z mojego życia. Nie chciałem myśleć że na zawsze , nie dopuszczałem do siebie tej myśli . Byłem pewny że jeszcze ją spotkam , przecież on musiał znać jej adres.Albo przynajmniej kierunek w którym się udała.
Richard podchodzi witając się z każdym z nas i nie wiem  czy tylko mi się wydaje że unika mojego wzroku.
-Dała Ci adres?
-Prosiła żeby nikomu go nie podawać.
-Jestem Twoim kumplem Richi , a ona panienką której nawet nie lubisz - rzucam ze złością .
- Mógłbyś nie stawiać mnie w takiej sytuacji?
- Daj spokój , to tylko adres.
-Oberwiesenthal -rzuca tylko nazwę miejscowości chcąc odejść, a mnie ogarnia jeszcze większa złość.
-Żartujesz? -chwytam go za ramię, bo jestem  już prawie pewny gdzie ona się znajduje.
-Nie i dodam od razu że nie mam z tym nic wspólnego.
-Mam Ci wierzyć że to dziwny zbieg okoliczności?
-Wierz w co chcesz i dajcie mi oboje święty spokój-odwraca się i idzie w stronę szatni, zostawiając mnie samego ze swoimi myślami.Z jednej strony cieszę się że nie zniknęła tak do końca, że znajduje się w bezpiecznym miejscu, a z drugiej jestem wściekły że to znowu Richard jest w lepszej sytuacji niż ja, że znów w każdej chwili może ją mieć na wyciągnięcie ręki.


niedziela, 7 stycznia 2018

24

   
                                                                    Nadia
Kilka godzin późnej  ubieram się i biorę do ręki walizkę, spoglądam ostatni raz na pokój w którym spędziłam ostatnie dni i łzy same cisną mi się do oczu.
-Jesteś pewna?-Richard staje w drzwiach i spogląda na mnie.
-Jestem, wiesz że muszę stąd zniknąć.
-On da Ci w końcu spokój.
-To nie tylko o niego chodzi, wyobrażasz sobie jak by wyglądała nadal nasza relacja?I co ze Stephanem?
-Może dałoby się to jakoś poukładać?
-Co?-podnoszę głos,choć nie mam takiego zamiaru-takich rzeczy nie da się poskładać, jak to będzie teraz wyglądać ?Mam wrócić do Stephana , powiedzieć mu że jednak zostaję i udawać że nic się nie stało?Może mam jeszcze zamieszkać u Ciebie ? I będziemy sobie żyć szczęśliwie w trójkę mając za płotem Matthiasa.
-Chyba masz rację-przyciąga mnie tylko do siebie, a ja bez słowa znikam w jego ramionach.

Ponad dwie godziny jazdy do Monachium wpatruję się w okno samochodu, nie mając pojęcia jak teraz potoczy się moje życie,kolejny raz zostawiam wszystko za sobą i udaję się w nieznane. Teraz przynajmniej będą miała przy sobie Elizę, na której zawsze mogę polegać, która jest ze mną na dobre i na złe. Już wjeżdżając na parking widzę ją jak stoi z walizką w ręce i jedyne  o czym marzę to przytulić się do niej. Richi nie zdąża wyłączyć jeszcze silnika gdy wybiegam z samochodu i obie śmiejąc się i płacząc na przemian wpadamy sobie w objęcia.
-Tak bardzo za Tobą tęskniłam- śmieje się odsuwając się ode mnie po chwili.
- Ja też.  Już zawsze będę Cię słuchać- mówię cicho , spoglądam na stojącego z boku Richarda i dodaję- poznajcie się. To jest Eliza , najważniejsza osoba w moim życiu, a to Richard.
-Spodziewałam  się chyba kogoś innego -wybucha śmiechem, podając mu dłoń.
-Ostatnio sprawy się trochę skomplikowały -śmieje się brunet , a ja się czerwienię .
-Nadia uwielbia komplikować sobie życie.
-Zdążyłem zauważyć.
-Jestem tutaj , zauważyliście?-śmieję się.
Oboje wybuchają śmiechem, a Richard przyciąga mnie tylko do siebie co wywołuje jeszcze większe zdziwienie na twarzy Elizy.
-Musimy iść Nadia,  zaraz odprawa-rzuca tylko i zwraca się do bruneta-dziękuję że jej pomogłeś.
-Ja też dziękuję. Nie wiem jak bym sobie poradziła w te ostatnie dni bez Ciebie-spoglądam mu w oczy, nie mam pojęcia dlaczego pod powiekami zbierają mi się łzy, w końcu powinnam być teraz szczęśliwa ,wyjeżdżam  z Elizą  już niedługo będę z dala od wszystkich.Tylko dlaczego czuję się jakbym traciła coś najważniejszego w życiu.
-To nic takiego-Richard zamyka mnie w swoim uścisku,a ja już nie staram się powstrzymywać łez-nie płacz, wszystko się w końcu ułoży.
-Chciałabym żebyś miał rację-mówię cicho, składając na jego ustach delikatny pocałunek, chcę się odsunąć, ale nie pozwala mi na to, pogłębia pocałunek , a ja kolejny raz nie jestem w stanie zaprotestować, przywieram do niego całym ciałem i marzę tylko o tym żeby tak pozostać.

                                                                                Richard
Nie miałem ochoty w ogóle odwozić jej na to lotnisko, nie miałem ochoty wypuszczać jej z łóżka, jedyne czego chciałem to uciec razem z nią gdzieś na drugi koniec kraju, z dala od tego jej faceta, Stephana i wszystkich innych.
Przez krótki moment chcę jej zaproponować żeby została, ale szybko sprowadza mnie na ziemię i ma rację.Bo jak dalej wyglądałaby nasza znajomość, ona, Stephan, ja i jeszcze gdzieś ciągle z boku jej były. Taki układ nie przyniósł by nikomu nic dobrego. Zresztą jestem pewny że moje chwilowe zauroczenia jej osobą , zniknie równie szybko jak się pojawiło.Na dłuższy czas ona staje się nie do wytrzymania i nie potrafimy się ze sobą dogadać, a jedyne co nas łączy to seks.Nie mam ochoty przywiązywać się do jednej dziewczyny z tego powodu, jeśli jest ich tyle na około.
I tylko nie wiem dlaczego jak widzę łzy na jej twarzy, gdy wtula się na lotnisku w moje ramiona,znów nachodzi mnie ochota zająć się nią już na zawsze.
-Muszę iść- mówi cicho, odsuwając się ode mnie-jeszcze raz dziękuję.
-Wiesz gdzie mnie znaleźć -przytrzymuję przez chwilę jej rękę-a ja wiem gdzie znaleźć Ciebie.
-Lepiej nie-śmieje się przez łzy-zostawmy to tak jak jest.
Odchodzi szybko nawet się nie odwracając , a ja zastanawiam się kiedy będę miał najbliższą okazję żeby ją zobaczyć, wydaje mi się że przed świętami Bożego Narodzenia nie dam rady znaleźć czasu na powrót w rodzinne strony.
                                                                       Nadia
Nie mam pojęcia dlaczego rozstanie z kimś kogo  nie znoszę sprawia mi tyle problemów, nie potrafię się od niego oderwać , łzy ciągle spływają mi po twarzy gdy w końcu udaje mi się odejść i zmierzam w stronę hali lotniska.Eliza zerka na mnie i widzę że zżera ją ciekawość , powstrzymuje się przez całą odprawę , ale gdy zajmujemy swoje miejsca w samolocie , nie wytrzymuje.
-Mogłabyś mi to wszystko wytłumaczyć?
-Ale co?-udaję że nie mam pojęcia o czym mówi.
-No  jak to co?Co to było?Co ze Stephanem?
-Ze Stephanem nic.Przecież wyjeżdżam, to od początku nie miało sensu Elizka.Musiałam to w końcu zakończyć.
-I postanowiłaś zacząć z Richardem?
-No coś Ty, mam dosyć wszystkich facetów.
-To co to niby było?Nie potrafiliście się od siebie oderwać.
-Przez ostatnie dni trochę się do siebie zbliżyliśmy .
-Trochę?-Elizka wybucha śmiechem, wywołując zainteresowanie u innych współpasażerów.
-No może troszkę więcej, ale to nic takiego.My ledwo się z sobą dogadujemy.
-Tak faktycznie, naprawdę było widać.
-Daj spokój Elizka, już nigdy się nie spotkamy.
-Właściwie to chyba powinnam Ci coś powiedzieć-spoglądam na nią , nie wiedząc o co chodzi-albo wiesz co może Ty mi powiedz na czym polegało to "trochę się do siebie zbliżyliśmy".
-Mów jak zaczęłaś-szturcham ją w bok, ale tylko się śmieje-no weź, nie wygłupiaj się.
-Nie nic Nadia, to nic takiego.Wolałabym lepiej usłyszeć  o tym "trochę".
-Tu nie ma o czym mówić naprawdę, głupia chwila zapomnienia, nic więcej.Mieszkaliśmy kilka dni ze sobą i trochę nas poniosło.Ale tak naprawdę nadal się nie znosimy.
-Tak , zapewne-śmieje się mrużąc oczy-było widać, Ty płaczesz, on nie może oderwać od Ciebie wzroku.I oboje nie potraficie się rozstać.
-Wydawało Ci się naprawdę-próbuję skończyć ten temat, bo zaczynam się męczyć.
-Zobaczymy-uśmiecha się tylko i obie zakładamy słuchawki, cieszę się że nie próbuje bardziej ciągnąć tematu bo nie mam ochoty o tym wszystkim rozmawiać.Nawet z nią, nie mam siły wracać do tego co było między nami, bo mimo tego że bardzo chcę sobie wmówić że to nic dla nas nie znaczyło, zaczynam zdawać sobie sprawę z tego że to nieprawda. Może on za kilka dni o tym zapomni, albo nawet szybciej, ale obawiam się że mnie tak szybko się nie uda.



piątek, 5 stycznia 2018

23

                                                                        Nadia
-Nienawidzę Cię.Jak możesz?-odskakuję od niego ze złością , a po policzkach spływają mi łzy, spogląda na mnie nic nie rozumiejąc i próbuje przyciągnąć mnie do siebie, ale szarpię się wzbudzając zainteresowanie innych osób na parkingu.
-Możesz się uspokoić?Co Ci znowu odbiło?-rzuca tylko.
-Ja mam się uspokoić?-podnoszę głos-traktujesz mnie jak..
-Poczekaj-przerywa mi z wściekłością-czy Ty myślisz że ja? Nie, nawet nie chce mi to przejść przez gardło.
Patrzę na niego i już wiem że kompletnie się wygłupiłam, spuszczam tylko głowę , nie mogąc spojrzeć mu w oczy.
-Przepraszam.
-Jak mogło Ci w ogóle coś takiego wpaść do głowy?-widzę że nadal jest wściekły, ale chwyta mnie za rękę i przytula do siebie.
-Po prostu po ostatnich zakupach z Matthiasem,wylądowałam w klubie, a Ty od początku traktowałeś mnie jak ..
-Nigdy bym nawet nie pomyślał o czymś takim-przerywa mi , ociera  łzy z twarzy i całuje  w czoło.
-Przepraszam, naprawdę mi głupio-uśmiecham się-To jak mogę Ci się odwdzięczyć?
-Dziś wieczorem dasz się porwać na kolację, a jutro bez marudzenia pozwolisz się odwieźć do Monachium-śmieje się.
-Bałam się nawet o to poprosić-wybucham śmiechem.
-A kolacja?
Patrzę na niego przez chwilę i sama nie wierzę w to co mówię.
-Wolałabym ją zjeść z Tobą w domu-szepczę mu wprost do ucha, całując go delikatnie.

 Droga powrotna mija nam w milczeniu, jakoś w ciągu kilku minut straciłam całą pewność siebie którą miałam jeszcze przed momentem na parkingu.Znów nie mam pojęcia co mi strzeliło do głowy, mam wrażenie że ostatnio w jego towarzystwie przestaję racjonalnie myśleć i zachowuję się jakbym była zupełnie inną osobą.Cieszę się że to moje ostatnie godziny w jego towarzystwie i jutro będę mogła zostawić to wszystko za sobą.Nie mam tylko pojęcia jak mam rozwiązać sprawę z Matthiasem, przecież nie możemy do końca życia być małżeństwem.Za jakiś czas będę musiała się tym zająć, ale teraz jest jeszcze na to za wcześnie, za bardzo się go jeszcze boję.

                                                                         Richard
 Bawią mnie zakupy z Nadią, złości się tak słodko że mam ochotę ciągle ją całować , a to denerwuje ją jeszcze bardziej.Po pewnym czasie w końcu też zaczyna się dobrze bawić, ale nie przeszkadza jej to w ciągłym protestowaniu gdy płacę za zakupy.W sumie sam nie wiem dlaczego to robię, dlaczego tak bardzo chcę żeby niczego jej nie brakowało jak już wyjedzie.Gdyby ktoś jeszcze kilka dni temu powiedział mi że tak będzie w życiu bym w to nie uwierzył.
Sytuacja gdy pakujemy zakupy do samochodu, sprawia że na moment ogarnia mnie wściekłość, po chwili jednak przestaję się jej dziwić, gdy wyjaśnia mi że jej własny facet po zakupach zmusił ją do pracy w klubie.
Złość mija mi już całkowicie gdy delikatnie mnie całuje i wyznaje że woli zjeść kolację ze mną w domu.W samochodzie jednak milczy i nawet na mnie nie patrzy, jakby wstydziła się tej krótkiej chwili na parkingu.

-Powiesz mi jak mam to wszystko zmieścić do jednej walizki?-wybucha śmiechem, gdy wpatruje się we wszystkie torby położone na łóżku.
-W tym akurat mogę Ci pomóc, przez ciągłe wyjazdy pakowanie mam opanowane-rzucam w jej stronę- zaraz to wszystko ogarniemy.
-Dziękuję, nie miałam wielu okazji do wyjazdów i taka ilość rzeczy trochę mnie przeraża-uśmiecha się i siada na łóżko.
Wyciąga po kolei wszystkie rzeczy , składa je powoli i układa na boku, nie spuszcza ze mnie wzroku gdy pakuję wszystko do walizki, ale jak tylko na nią spoglądam odwraca wzrok.

-Gotowe-zamykam walizkę i siadam przy niej- to co z tą kolacją?Na co masz ochotę?
-Chyba nie jestem głodna, a Ty?-mówi cicho zbliżając swoją twarz do mojej.
Nawet nie odpowiadam,przestaje się liczyć kolacja, przestaje się liczyć wszystko oprócz niej w tym momencie.Nie wiem jak ona to robi , jak sprawia że w jednym momencie jestem w stanie zapomnieć o wszystkim. Jej bliskość sprawia że nic się nie liczy, jestem w stanie rzucić dla niej wszystko i zrobić co tylko będzie chciała.

Owija się kołdrą , odwraca w moją stronę i przymyka oczy, dotykam opuszkami palców jej twarzy, siniaki zaczynają już blednąć i za kilka dni nie powinno być już ich widać,rozcięcie na głowie goi się jej równie szybko.Wydaje mi się że już niedługo znikną wszystkie ślady tego co ją tutaj spotkało i będzie mogło zacząć wszystko od nowa.
-Nie mogę uwierzyć że jutro już mnie tu nie będzie.
-Mówiłem Ci już kiedyś że możesz zostać.
-Wiesz że to niemożliwe i to nie tylko z powodu Matthiasa-spogląda mi prosto w oczy-chyba wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej.A raczej jak zwykle ja wszystko skomplikowałam.
-Żałujesz?
-Czego?-śmieje się smutno.
-Nie wiem, wszystkiego?
-Chyba nie, może tylko tego że zbyt długo godziłam się na to co Matthias dla mnie przygotował.
-Bałaś się, to normalne.
-Cały czas się boję.Dobra nie mówmy o tym-uśmiecha się ,całując mnie w policzek, a mnie znów ogarnia podniecenie na samą myśl o tym że nic na sobie nie ma.
-Nie nadążam czasem za Tobą-wybucham śmiechem-czasem zachowujesz się jak wstydliwy dzieciak, a czasem..
-Sama za sobą nie nadążam -przerywa mi-nie mam pojęcia co się ze mną dzieje w ostatnich dniach.
-Cokolwiek to jest bardzo mi się podoba-przyciągam ją do siebie , kolejny raz zatracając się w jej pocałunkach.
                                                                Nadia
Nie wiem kiedy zasnęłam, nie mam pojęcia ile razy tej nocy zatracałam się w jego pocałunkach, ale wiem  na pewno że zbyt dużo .Gdybym miała teraz tu zostać i spojrzeć Stephanowi w oczy , chyba zapadłabym się pod ziemię, myśl że to on zawsze był przy mnie,a ja ciągle go zwodziłam nie dawała mi spokoju.Nie mogę zrozumieć jak to się stało, że po tym wszystkim co łączyło mnie ze Stephanem, nie potrafiłam do końca się przed nim otworzyć i obdarzyć go większym uczuciem, a kilka dni w towarzystwie Richarda sprawiły że całkowicie traciłam zdrowy rozsądek w jego pobliżu.
-Zrobiłem Ci kawę-brunet siada przy mnie podając mi kubek , a ja czuję jak mocno bije mi serce gdy tylko jest blisko mnie.
-Dziękuję-spoglądam na niego, a on nie zważając na kubek w moich rękach przyciąga mnie do siebie,odsuwam się wybuchając śmiechem-wylejesz mi tą kawę.
-Zrobię Ci nową-nie daje za wygraną.
-Zwariowałeś-kręcę tylko głową i próbuję zmienić temat-znasz tą skocznię?
-Pytasz czy w najbliższym czasie będą tam jakieś zawody?-śmieje się.
-Wcale nie, tak pytam po prostu.
-Puchar Świata się tam nie odbywa, raczej jakieś krajowe mistrzostwa, zawody niższej rangi , dla juniorów.
-Czyli mogę się nie obawiać , nie wpadnę tam na Was?
-Tego Ci obiecać nie mogę, treningi , w pobliżu Klingenthal -mruga do mnie i nadal się śmieje.
-Zachowasz mój adres dla siebie?Nie podasz go Stephanowi?
-Wiesz w jakiej sytuacji mnie stawiasz?To mój kumpel.
-Ale nie przeszkadzało Ci to w spaniu ze mną?-wiem że nie powinnam tego mówić.
-Chyba trochę przesadzasz, przecież sama tego chciałaś-odsuwa się ze złością ode mnie.
-Tak wiem , przepraszam. To ja powinnam to przerwać.
-Tego nie powiedziałem,może nie powinniśmy, ale zrobiłbym to jeszcze raz gdybym miał okazję i wiem że Ty też-uśmiecha się po chwili  i wiem że ma rację.






czwartek, 4 stycznia 2018

22

                                                                        Richard
Nie wiem jak to się stało, kompletnie nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego  spędziłem noc z Nadią, najgorsze było to że jedyne na co miałem ochotę to zamknąć się z nią tutaj i nigdy nie pozwolić jej stąd wyjeżdżać.Wiem że nie powinniśmy choćby ze względu na Stephana, to w końcu mój kumpel do cholery, a kumplowi nie robi się takich rzeczy.Jeszcze z nią, z dziewczyną która od samego początku tylko mnie irytuje, to jemu kazałem odpuścić, a sam nie mogłem się powstrzymać już po kilku dniach spędzonych w jej towarzystwie. Chciałem jej to wszystko powiedzieć, ale gdy stwierdziła że seks między nami niczego nie zmienia , bo przecież i tak się nie znosimy, zrezygnowałem.Nie będę robił z siebie idioty, przecież nie powiem jej  że od kilku dni nie potrafię o niczym innym myśleć tylko o niej.Nie zrezygnowała z wyjazdu dla Stephana z którym łączyło ją o wiele więcej niż jedna wspólna noc, więc dla mnie nie zrobiłaby tego na pewno  i cokolwiek bym jej nie powiedział  i tak by tego nie zmieniło.Zresztą wydaje mi się że tak będzie lepiej, jestem przekonany że to tylko chwila słabości, po prostu jej sytuacja wzbudziła we mnie przez moment jakieś opiekuńcze instynkty i tyle.Na dłuższy czas gdy wszystko już wróci do normy, nasza znajomość nie miałaby większego sensu, w ogóle się z sobą nie dogadujemy i jestem pewny że nie wytrzymalibyśmy z sobą ani chwili.
Przysłuchuję się jej rozmowie z Elizą i jednak nie mogę sobie nawet wyobrazić że jutro wieczorem już jej tu nie będzie, nie chcę  w tej chwili nawet o tym myśleć.
Nadia prosi o adres  i kończy rozmowę ze śmiechem, wydaje mi się że nie może się doczekać momentu w którym stąd zniknie.Gdy po chwili pokazuje mi wiadomość od przyjaciółki wybucham śmiechem z niedowierzaniem wpatrując się w ekran. Jakim cudem spośród tysięcy pensjonatów w Niemczech trafiły akurat na ten, na ten jeden jedyny który jest mi znany aż za dobrze.Patrzy na mnie nic nie rozumiejąc ,a ja nie zamierzam mówić jej dokąd się wybiera.

Schodzi po krótkim czasie zła że musiała mi ustąpić, wybucham śmiechem na jej widok co złości ją jeszcze bardziej.
-Naprawdę zabawne -prycha tylko i odskakuje zaskoczona gdy zamykam jej usta pocałunkiem-zwariowałeś?
-Tylko tak idzie Cię uciszyć-rzucam i przyciągam ją ponownie do siebie, szarpie się przez moment, ale już po chwili oddaje pocałunek oplatając moją szyję rękami.Trwamy tak dłuższą chwilę , nie mogąc się od siebie oderwać, a jej zachowane przeczy całkowicie temu co niedawno powiedziała.

                                                                                Nadia
Nie mam pojęcia co on sobie w ogóle wyobraża, przytula mnie i całuje kiedy chce , a najgorsze jest to że nie wiem dlaczego nie potrafię mu odmówić i całkowicie tracę kontrolę nad własnym ciałem które prosi o więcej.
Gdy w końcu odrywamy się od siebie, spogląda na mnie z uśmiechem  i prowadzi do samochodu, upewniwszy się najpierw czy Matthiasa nie ma nigdzie w pobliżu. Zabiera mnie do centrum handlowego oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów stąd, byśmy przez przypadek na niego nie wpadli.
-Dlaczego to robisz?-pytam z ociąganiem wysiadając z samochodu na parkingu.
-Bo tego potrzebujesz.
-I mam uwierzyć że pomagasz tak każdemu potrzebującemu w okolicy?
-Nie, tylko tym których nie znoszę-wybucha śmiechem , a ja mam ochotę go walnąć, zamiast tego znów prawie mdleję gdy przyciąga mnie do siebie  nie zważając na ludzi dookoła i składa na moich ustach kolejny pocałunek.
-Przestań, nie powinniśmy.
-Jesteśmy dorośli-śmieje się nie wypuszczając mnie z objęć.
-Wszyscy Cię tu znają, niepotrzebny mi teraz rozgłos.
-Nikt nie zwraca na nas uwagi, nie złość się-całuje mnie kolejny raz , a ja znów nie potrafię się od niego odsunąć.
Ciągnie mnie od sklepu do sklepu i nie zważając na moje protesty każe wybierać, mierzyć i dobrze się przy tym bawi.
-Naprawdę mam już wszystko-wybucham w końcu śmiechem gdy zauważam że moja złość powoduje u niego jeszcze większe rozbawienie.
-Na pewno nie-kręci głową ze śmiechem-przydałaby Ci się chyba walizka?
-Faktycznie o tym nie pomyślałam-rzucam ,Richard chwyta mnie za rękę prowadząc po kolejnych sklepach, do walizki dochodzi jeszcze kilka par butów, kosmetyki i kilka innych drobiazgów, o które nawet nie proszę, ale gdy tylko widzi że mój wzrok zatrzymuje się na czymś dłużej od razu zabiera to ze sobą.
-Nie możesz kupować wszystkiego co tylko mi się spodoba-protestuję.
-Dlaczego?
-Bo to wszystko kosztuje, nie możesz wydawać pieniędzy na kogoś kogo nawet nie lubisz-śmieję się.
-Powiedzmy że sam decyduję na co wydaje swoje pieniądze.
-Ale..
-Czy Ty przynajmniej raz w życiu możesz ustąpić?-przerywa  mi ze śmiechem i wiem że nie mam po co się z nim kłócić.

Gdy pakujemy wszystko do bagażnika , ogarnia mnie lekkie przerażenie jak spoglądam na te wszystkie torby ,zdaję sobie sprawę ile na mnie wydał i  nie mam pojęcia jak kiedykolwiek mu za to oddam.
-Nie wiem jak Ci się odwdzięczę-mówię tylko cicho, a on przyciąga mnie do siebie śmiejąc się.
-A ja wiem-szepcze mi do ucha i całuje mnie gwałtownie , a mnie  w momencie ogarnia wściekłość na samą myśl o tym że znów myśli o mnie jak wcześniej i czego ode mnie oczekuje.

wtorek, 2 stycznia 2018

21

                                                                              Richard
Wychodzi z łazienki i staje  w drzwiach pokoju zaskoczona moim widokiem , mimowolnie uśmiecham się gdy tylko na nią spoglądam. Widzę jak myśli , nie wiedząc co zrobić, czy wejść dalej czy zniknąć na kolejne godziny w wannie. Uśmiecha się jednak po krótkiej chwili i podchodzi bliżej, bez zastanowienia łapię ją za rękę , sadzając na swoich kolanach. Waha się tylko przez moment, już po sekundzie jej usta odnajdują moje , całuje mnie łapczywie , jakby marzyła o tym od dawna, oplata rękami moją szyję i przywiera do mnie całym ciałem.Nagle cały świat przestaje istnieć, jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego całując się z dziewczyną.Chwytam ją delikatnie w pasie , bojąc się że za chwilę mi zniknie,boję się że mogę sprawić jej ból i walcząc z ogarniającym mnie coraz większym pożądaniem odsuwam ją od siebie.
-Jesteś pewna?-pytam tylko cicho, uśmiecha się nieśmiało i nawet nie odpowiada, całuje mnie tylko kolejny raz, po chwili  przesuwając swoje usta wzdłuż mojej szyi.Jednym ruchem zrzucamy z siebie ubrania i delikatnie kładę ją na łóżku, wsuwa się pode mnie szybko , a ja w tym momencie , nie chcę od życia niczego więcej oprócz niej.

Zasypiamy wtuleni w siebie i pierwszy raz w życiu zdaję sobie sprawę że chciałbym z kimś zasypiać tak codziennie i tym kimś jest właśnie ona. Przeraża mnie to i próbuję się przed tym  bronić i nie wiem dlaczego gdzieś z tyłu głowy pląta mi się myśl że z tego nic nie wyjdzie.

                                                                                   Nadia
Otwieram oczy gdy do pokoju wpadają pierwsze promienie słońca, na samo wspomnienie minionej nocy robi mi się słabo, nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło.Czuję rękę Richarda mocno obejmującą mnie w pasie i boję się nawet poruszyć, teraz to już w ogóle nie wiem jak spojrzę mu w oczy.Próbuję delikatnie wysunąć się z jego objęć, ale gdy tylko się ruszam , przyciąga mnie do siebie mocniej i odwraca w swoją stronę.
-To nie powinno się zdarzyć-mówię tylko cicho ,nawet na niego nie patrząc.
-Nawet tak nie mów-szepcze muskając moje ucho delikatnie ustami.
-Ale to ... -zamyka mi usta pocałunkiem, nie dając dokończyć, a ja nie potrafię się od niego odsunąć.
-To było nieuniknione -spogląda mi w oczy po chwili, uśmiechając się.
-Przestań- wstaję z łóżka -za dwa dni wyjeżdżam.
-Nie zmienisz zdania?-chwyta mnie za rękę i z powrotem ciągnie na łóżko.
-Nie martw się, ani przez moment nie przeszło mi to przez głowę.
-A czemu miałbym się martwić tym że chciałabyś tu zostać?
-Nie wiem , może boisz się że po tym co się stało, jeszcze się zakocham i nie dam Ci spokoju.
-A nie jest tak?-wybucha śmiechem.
-Seks niczego tu nie zmienia, nadal Cię nie znoszę, tak samo mocno jak Ty mnie- wydaje mi się że jestem pewna swoich słów i nie wiem dlaczego gdzieś z tyłu głowy pląta mi się myśl że to kłamstwo.
-Tu masz rację, z Tobą nie da się długo wytrzymać-uśmiecha się , całując mnie w szyję, a ja znów czuję dreszcze na całym ciele.
Z ulgą wyrywam się z jego objęć gdy słyszę dzwoniący telefon, odbieram szybko wsłuchując się w głos Elizy po drugiej stronie.
-Hej , gotowa na rozpoczęcie nowego życia?-pyta ze śmiechem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo-rzucam wpatrując się w bruneta, który chyba w ogóle nie ma zamiaru wyjść z pokoju.
-Jutro w nocy mamy lot z Monachium, nadłożę trochę drogi bo bliżej mam na miejsce stąd ale po prostu nie mogę się już doczekać jak Cię zobaczę. Później będziemy musiały ogarnąć jakiś transport ale myślę że nie będzie z tym problemu.
-Jesteś kochana.
-Wiem-wybucha tylko śmiechem.
-A dostanę w końcu adres?Nie mam pojęcia w którą stronę się wybieram.
-Jasne zaraz wszystko Ci wyślę.Do jutra Nadia.
-Do jutra-rzucam tylko, ciesząc się że w końcu mogę tak powiedzieć, tak bardzo m jej brakowało.
Po chwili przychodzi wiadomość z godziną odlotu i adresem miejsca w którym w końcu będę mogła zacząć nowe życie.
-Mogę zobaczyć?-Richard zabiera mi komórkę z rąk i wpatruje się w smsa szeroko otwartymi oczami, po czym wybucha śmiechem.
-Z czego się cieszysz?
-No jak to z czego?Z tego że w końcu się Ciebie pozbędę-rzuca ciągle się śmiejąc , przyciąga mnie do siebie i dodaje- ubierz się i jakoś musisz stąd wyjść , żeby Cię nie zobaczył.
-Po co?
-Po pierwsze zamierzasz spakować się w reklamówkę?A po drugie potrzebujesz więcej ciuchów, zaczyna się robić coraz chłodniej.
-Nie mogę sobie na to pozwolić,na początek musi mi starczyć to co mam.
-Nie wygłupiaj się, nie pytam Cię na co możesz sobie pozwolić.
-Nie będziesz kolejny raz kupował mi ubrań-protestuję.
-Sama sobie je kupisz, ja tylko zapłacę i przestań się unosić.
-Nie ma mowy.
-Nie upieraj się jak dzieciak, nie mam ochoty robić tego sam, czekam na Ciebie na dole-całuje mnie szybko i znika za drzwiami, a ja zastanawiam się dlaczego to robi.




poniedziałek, 1 stycznia 2018

20

                                                                    Stephan
-Kiedy wyjeżdża?- Andreas wpatruje się we mnie gdy tylko wychodzimy.
-Za tydzień zaczynają pracę .Poprosiła żebym już nie przychodził.
-Wydaje mi się że tak będzie lepiej Stephan.Po co ciągnąć coś co z góry jest skazane na niepowodzenie.
-Sam to wiem , tylko już teraz cholernie mi jej brakuje-wracam w myślach do wydarzeń z przed dosłownie kilku chwil , kochała się ze mną mimo że każdy mój dotyk sprawiał jej ból.Tak naprawdę nie wiem dlaczego to zrobiła, czy po prostu nie chciała mi odmówić, czy chciała mieć dla siebie chociaż jakieś wspomnienia jak już stąd wyjedzie.
-Zapomnisz-śmieje się Markus, a ja mam nadzieję że tak się stanie.Zastanawiam się tylko czy Richard zdobędzie od niej adres jej nowej pracy i co najważniejsze czy się nim ze mną podzieli. Bo nie do końca potrafię rozgryźć tego co ich łączy.W jednym momencie sprawiają wrażenie jakby się nie znosili, a w następnym jakby wszystko ich do siebie przyciągało, jakby ostatnie wydarzenia zbliżyły ich do siebie, jakby oszalał na jej punkcie tak samo jak ja.
                           
                                                                      Nadia
Poprosiłam Stephana żeby już nie przychodził, nie chciałam więcej się z nim widywać, nie chciałam już tego przeciągać.Było mi wystarczająco ciężko już teraz go zostawiać i wiem że z każdym kolejnym dniem który spędzilibyśmy razem byłoby mi jeszcze trudniej.Najgorsza  była świadomość że on przeżywał to jeszcze mocniej, to jemu bardziej na mnie zależało.Gdy tylko zniknął za drzwiami pokoju rzuciłam się z płaczem na łóżko, łkałam w poduszkę gdy pojawił się Richard i usiadł przy mnie.
-Kochasz go i nie chcesz stąd wyjeżdżać-bardziej stwierdza niż pyta, a ja podnoszę na niego wzrok.
-Nie chcę wyjeżdżać , ale nie kocham go-patrzy na mnie nic nie rozumiejąc.
-To dlaczego płaczesz?
-Bo wydaje mi się że go po prostu wykorzystywałam przez cały ten czas, było mi przy nim dobrze.Zapominałam przy nim choć na chwilę o wszystkim.A on ciągle liczył na coś więcej.
-Nie myśl o tym.
-Zachowałam się okropnie. Nie powinnam się z nim spotykać-mimowolnie przytulam się do niego , a on bez słowa trzyma mnie w swoich ramionach .
-Po prostu potrzebowałaś kogoś kto byłby przy Tobie w tym wszystkim.
-I Ty to mówisz? Od początku byłeś temu przeciwny, powinnam Cię posłuchać i nie mieszać mu w głowie.Przecież już od dawna wiedziałam że stąd wyjadę i nigdy więcej go nie spotkam.Myślałam tylko o sobie, o tym że mnie jest źle , a przy nim choć przez chwilę , wszystkie problemy znikają.
-Pomyliłem się co do Ciebie, teraz jestem już tego pewny.Oceniłem Cię w ogóle Cię nie znając.
-Nadal mnie nie znasz i nic o mnie nie wiesz-wyswobadzam się z jego objęć i znikam w łazience.

Gdy wychodzę z łazienki Richarda już nie ma, oddycham z ulgą i kładę się na łóżko wsuwając się pod kołdrę. Mam wrażenie że w ciągu ostatnich kilku dni moje życie popieprzyło się jeszcze mocniej, miałam męża sadystę który tylko chciał na mnie zarobić, namieszałam w życiu najfajniejszego faceta jakiego kiedykolwiek spotkałam , tylko po to żeby był przy mnie bo nie potrafiłam sobie poradzić z konsekwencjami swoich wyborów.Wykorzystywałam go bo było mi tak wygodniej , bo czułam się przy nim kochana i bezpieczna , od początku praktycznie wiedząc że nic z tego nie będzie. A teraz jeszcze Richard, nie mam pojęcia co ostatnio między nami się dzieje, ale nie podoba mi się to. Nie znoszę go , a mam wrażenie że wszystko mnie do niego przyciąga, nie potrafię się z nim dogadać , ale jedyne czego pragnę to , tego żeby był teraz przy mnie. Mam tylko nadzieję że te ostatnie kilka dni miną szybko i będę mogła stąd w końcu wyjechać i zacząć wszystko od nowa daleko stąd. Że nigdy już nie spotkam nikogo z tej trójki i za jakiś czas zapomnę o wszystkim co się tutaj wydarzyło.

Przez kolejne dni nie mam nawet ochoty wychodzić z łóżka,Richard przynosi mi tylko coś do jedzenia i znika za drzwiami , wiedząc że i tak nie mam ochoty z nim rozmawiać.Trzy dni przed wyjazdem kilkukrotnie próbuje mnie namówić do zejścia na dół, ale w końcu rezygnuje.Stawia przy mnie tylko kubek z kawą i wychodzi, a ja gapię się w okno ciągle zadręczając się myślami. Minuty zamieniają się w godziny , za oknami zaczyna się ściemniać , gdy postanawiam w końcu wstać i udać się do łazienki.Gdy pojawiam się gotowa do wyjścia w drzwiach pokoju , Richard patrzy na mnie zaskoczony.
-Zabierzesz mnie na skocznie?-pytam , wiedząc że Matthias odjechał już do klubu.
-Nie powinnaś wychodzić-rzuca tylko.
-Siedzę w domu już kilka dni, mam naprawdę dosyć.Jeśli nie pójdziesz ze mną, pójdę sama-mówię i otwieram drzwi.
-Musisz być taka uparta?-kręci tylko głową , ale posłusznie wychodzi za mną.Dochodzimy w milczeniu na miejsce,a ja rozkoszuję się świeżym powietrzem, nienawidzę siedzieć w zamknięciu tak jak przez ostatnie dni.
-Będzie mi tego brakowało-mówię  wpatrując się w księżyc nad skocznią- uwielbiam tu przesiadywać.
-Tylko tego?-pyta cicho, chwytając mnie za rękę.
-No może Was też troszkę-śmieję się.
-Tam też podobno masz skocznie.
-Na pewno nie taką, ta jest niesamowita, pewno dlatego że pierwsza widziana na żywo.
-Nie byłaś nigdy na zawodach?
-A kto miał mnie zabrać?-kręcę głową-wychowawca z domu dziecka?
-Z domu dziecka?A Twoi rodzice?
Spoglądam na niego i sama nie wiem dlaczego, opowiadam mu o swoim dzieciństwie mimo że tak trudno mi to przychodzi.
-Gdy poznałam Matthiasa myślałam że moje życie zamieni się w bajkę, niestety zamieniło się w koszmar-kończę ocierając łzy, a on tylko przyciąga mnie do siebie.
-Nie miałem pojęcia, myślałem że jesteś rozpuszczoną panienką która myśli że wszystko jej się należy.
-To już wiesz-śmieję się smutno podnosząc głowę i patrzę mu prosto w oczy.Nie mam pojęcia co rodzi się w mojej głowie , nasze twarze dzieli tylko kilka centymetrów,niczego  w tym momencie nie pragnę tak bardzo jak tego żeby mnie pocałował.Odrzucam te myśli jak najszybciej, wstaję z trybun i rzucam-chcę już wracać.
-Zastanawiam się czy kiedyś Cię zrozumiem -kręci głową i wybucha śmiechem.

Znikam za drzwiami łazienki, jak tylko przekraczamy próg domu, nalewam pełną wannę wody i zamierzam siedzieć tutaj tak długo aż wszystkie głupie myśli wywietrzeją mi z głowy.Niestety wraz z upływającym czasem, mam wrażenie że jest jeszcze gorzej, mam taki mętlik w głowie że najchętniej uciekłabym stąd już dzisiaj.Wychodzę cicho , chcę przemknąć niezauważona do pokoju i zniknąć w łóżku, boję się czym mogą skończyć się kolejne chwile w jego towarzystwie.Zamieram gdy staję w drzwiach pokoju i widzę jak z uśmiechem na ustach czeka na mnie siedząc na łóżku.